sobota, 27 czerwca 2015

♥

Dzień dobry.

Moi drodzy ja dzisiaj z niemiłą informacją. Niestety muszę czasowo zawiesić bloga.
Okazuje się, że problemem nie był internet, a mój laptop. Całe szczęście jest jeszcze na gwarancji i od wczoraj jest w serwisie. :(
Informatyk zapewniał mnie, że laptop powinien do mnie wrócić maksymalnie w ciągu 3 tygodni, ale boje się, że będzie tak jak z poprzednim laptopem... z 14 dni zrobiły się 3 miesiące.
Dwie najbliższe notki (te które miały pojawić się w tym miesiącu) skopiowane na pendrive czekają na szczęśliwy dzień kiedy odwiedzę siostrę i dorwę się do jej laptopa, kolejne tworzą się w zeszycie. Niestety z tableta nie mam jak przekopiować tekstu - a nawet jeśli się uda to wyskakuje milion błędów i nie potrafię zaakceptować wpisu.

Mam nadzieję, że laptop wróci jak najszybciej do mnie i będę mogła do was wrócić jak najszybciej.

Póki co życzę wam udanych wakacji i trzymajcie kciuki, żebym w sierpniu mogła dodać notkę!!!

XoXo.
sKate Park ♥

niedziela, 7 czerwca 2015

♥

Hej!
Wiem, że już niedziela, notka miała być wczoraj, a ciągle jej brak, ale to wina sprzętu. :c
Router mi nawalił i od tygodnia jestem poza zasięgiem :C
Tego posta dodaję z tabletu, wykorzystując resztki mobilnego internetu.
Notka pojawi się najpóźniej w środę rano - we wtorek mam dostać nowe sprawne urządzenie modemowe, więc liczę, że i internet będzie lepiej śmigać.

Rozdział szósty na dniach, a w połowie czerwca - rozdział siódmy! tak w ramach wynagrodzenia.

Tak więc : trzymajcie kciuki, żeby nowy nadajnik działał!

Pozdrawiam

xoxo
sKate Park ♥

wtorek, 19 maja 2015

Liebster Award!

„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 10/11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 10/11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 10/11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Zostałam nominowana przez : xiuhanland - kocham was ♥
a nominuję tak:
1. BaoziLove - ♥
2. Mintajowe Love - ♥
3. Lśniące yaoi autorstwa świrniętej Maknae Star -♥
4. K-popowe opowiastki - ♥
5. SHINE-ON! - ♥

Pytania dla was na dole :)


1. Jak doszło do tego, że zostałaś fanką kpopu?
Dawno, dawno temu... Właściwie, to przyszło samo. Azją zaraził mnie mój tata jak jeszcze byłam małym brzdącem, więc i muzyka azjatycka nie była mi obca. Zaczęło się od J-popu, J-rocka... gdzieś w to wplątała się BoA i DBSK( TVXQ, Tohoshinki.... jak zwał tak zwał) i tak sobie ich słuchałam.. A potem przyszło liceum i jakiś taki BOOM. Rok przed maturą dorzuciłam sobie Big Bang i B.A.P... a potem już samo poleciało. Miłość sama zakwitła ♥

2. Jeśli miałabyś szansę spędzić jeden dzień ze swoim biasem, co byś zrobiła?
O Siwonie przenajświętszy. Gdybym mogła spędzić dzień z Chanyeolem.... matko... Chciałabym z nim porozmawiać, pośmiać się, wypić z nim kawę, posłuchać muzyki i sprawdzić czy jest tak cudowny jak mi się wydaje. Chciałabym mu podziękować, że daje mi siłę i prosić by zawsze był szczęśliwy. Tak. Chyba tylko tyle :)

3. Czy masz taką rzecz, bez której nie mogłabyś się obejść? Jeśli tak, co to jest?
Ciężko nad tym myślę... i nie wiem. Chyba telefon. Mój Fasolek, to całe moje życie, tam mam wszystko czego najbardziej potrzebuję.

4. Jak brzmi Twoje motto życiowe?
Never give up.- Be Happy - it drives people crazy! ;)

5. Masz do wyboru: miłość, pieniądze, niesamowitą inteligencję. Co wybierasz i dlaczego?
Miłość. Po co mi pieniądze, jeśli nie mam się z kim nimi dzielić. Po co mi inteligencja, jeśli będę z nią sama. Miłość to największy skarb jaki możemy mieć. Chcemy kochać i być kochanymi. Z tej trójki miłość jest dla mnie oczywistą odpowiedzią.

6. Jaki wykonawca/zespół najczęściej pojawia się na Twojej playliście?
EXO. to wiedzą wszyscy i nawet nie próbuję tego ukrywać :D

7. Czy chcesz odwiedzić jakieś kraje zagraniczne? Jeśli tak, jakie i dlaczego?
Korea, Japonia, Chiny, Singapur.
Zawsze mnie tam ciągnęło, dalej ciągnie i ciągnąć będzie.
Irlandia. - bo to kolebka mojej osobistej drobnej i niestety już przymusowo porzuconej miłości - Tańca irlandzkiego i stepu. Coś pięknego ♥

8. Góry vs morze? Uzasadnij.
Morze. Bo słońce, piasek i woda. - nie lubię gór bo nie lubię po nich chodzić XD jestem leniwa.

9. Jak myślisz, czy Twoje życie znacznie by się różniło, gdybyś nie dołączyła do fandomu?
Myślę, że nie. Musiałabym opuścić wszystkie fandomy - Musers, Soldiers, Potterheads, Exo-L, Shamrocks...wtedy bym sie dowiedziała czy by się zmieniło. Pewnie było by cholernie nudno.

10. Z czym wiążesz swoją przyszłość?
Najbliższą z Poznaniem i studiami. Dalszą... jeszcze się okaże :)



Pytania dla moich nominowanych:
1. Czym dla Ciebie jest szczęście?
2. Jak widzisz siebie i swoje otoczenie za 10 lat?
3. Wolisz szczęście czy pieniądze? - Uzasadnij.
4. Gdybyś mogła zamieniać się w dowolne zwierze - w jakie byś się zamieniała.
5. Za czym - albo za kim- tęsknisz najbardziej?
6. Masz do wydania MILION dolarów. Co z nim zrobisz?
7. Na jeden dzień posiadasz super moc. Jaka to moc i jak ją wykorzystasz?
8. Czy jest w Tobie coś, co wyróżnia cię na tle innych?
9. Kto jest dla Ciebie autorytetem i dlaczego?
10. Gdzie chowają się wszystkie smutki?
11. Pytanie do dyspozycji : podziękowania, przeprosiny, coś miłego dla czytelników? - Liczy się Twoja inwencja :)


Buziaki ♥
sKate Park ♥

niedziela, 3 maja 2015

Lekcja piąta - Pas de chat.

Zapraszam !



Lekcja piąta – Pas de chat*

Danbi krzątała się po kuchni z uśmiechem na ustach robiąc herbatę i kanapki. Nigdy nie lubiłam jej kanapek, a teraz wyglądały jeszcze gorzej. Podczas gdy ona z Kaiem prowadziła żywą konwersację ja nie potrafiłam się skupić na niczym innym jak na szukaniu ucieczki z kuchni, która nagle zaczęła mnie przytłaczać. Wypiłam jeszcze gorącą herbatę, odłożyłam kubek do zlewu i wyszłam z pomieszczenia rzucając jedynie, że muszę spakować rzeczy.
Mój pokój... już nie był mój. Ściany puste, łóżko odsunięte na środek, ubrania byle jak rzucone na kartony i podłogę... Czułam się jeszcze gorzej niż po zobaczeniu byłej. Odłożyłam na podłogę chwyconą po drodze do pokoju walizkę, usiadłam na podłodze i powstrzymywałam łzy. Z otwartej szafy wystawała ostatnia sukienka a na biurku ustawiona była ramka ze zdjęciem. Sądziłam, że zabrałam z pokoju wszystkie fotografie, może coś przeoczyłam...
- Leżało na podłodze, więc je ustawiłam na biurku. Musiałaś w pośpiechu o nim zapomnieć.
- Danbi! Wystraszyłaś mnie... - Podniosłam się z podłogi i zaczęłam składać porozwalane wokół mnie ciuchy. - Gdzie Jongin?
- Położył się w pokoju gościnnym. Twój kuzyn jest naprawdę słodki unnie. - Usiadła na łóżku. - Możemy porozmawiać?
- Przecież rozmawiamy.
- Unnie. Proszę Cię. Chce normalnie porozmawiać. Od miesiąca nie odbierasz moich telefonów, nie odpisujesz na smsy... a na internecie nie mogę Cię znaleźć.
- Dobrze wiesz, że nie ma mnie w internecie. Poza tym, chyba nie mamy już o czym rozmawiać, a teraz wybacz, ale mam dużo pakowania przed wyjazdem. Muszę spakować te kartony zanim przyjedzie kurier. Bądź łaskawa dać mi już spokój.
- Jasne, już sobie idę. - Wstała z łóżka i już miała wychodzić, kiedy zatrzymała się w drzwiach. - Joo unnie obiecała, że ten pokój będzie mój, ale za niedługo stąd wyjeżdżam. Na pewno spotkamy się w Seulu. Zaczynam tam pracę od sierpnia.
Wyszła zamykając za sobą drzwi. Po co mi to mówiła, nie chciałam jej tam spotykać. Nie chciałam mieć z nią kontaktu nigdy więcej. Ręce trzęsły mi się tak, ze nie potrafiłam spokojnie poskładać koszulki, miałam ochotę usiąść i się rozpłakać.
Roztrzęsiona jakoś szybciej zaczęłam pracować, kartony zapełniły się w ciągu godziny moimi szpargałami i ubraniami a walizka z ledwością się dopinała. Pełna energii, tej nie do końca pozytywnej, dosunęłam łóżko do ściany, pozamykałam szafki, ogarnęłam pokój z reszty śmieci. W oczekiwaniu na kuriera postanowiłam nie ruszać się z pokoju, byle by przypadkiem nie natknąć się na słodką Nam. Na moje szczęście nie musiałam długo czekać, sympatyczny pan z firmy kurierskiej zjawił się w pół godziny po moim telefonie i zabrał moje kartony na wycieczkę do Seulu. Ogarnęłam pokój wzrokiem po raz ostatni, wszystko było idealne... puste i nienaturalne. Jedynie ta cholerna ramka na biurku. Zdjęcie moje i Danbi sprzed roku. Wtedy się dopiero poznawałyśmy i mama zabrała nas na wspólną sesję. Czułam się tam jak idiotka, ale Dan była w swoim żywiole. Zdjęcie straciło dla mnie magię, ona uśmiechnięta, pełna radości a obok taka szara, zaniepokojona ja. To był moment, gdy ramka wylądowała na ziemi, szybka rozbiła się w drobny mak a ja z uśmiechem na twarzy zamknęłam za sobą drzwi.

~~*~~

Napisałam Jonginowi wiadomość w smsie, że idę pospacerować, póki śpi. Tak właściwie, do pociągu mieliśmy sporo czasu, więc Młody mógł spać, a ja odwiedzić dawne dziury. Tak właściwie chciałam dowiedzieć się jednego – czy Junnie naprawdę wyjechał z Makpo.
Nogi niosły mnie same pod jego dom, naprawdę nie chciałam spotkać pani Choi... I wtedy jak z nieba z bocznej uliczki na deskorolce wyjechał Junseo, starszy brat mojego Bunhonga.
- Junseo! Junseo!
- Kate noona! - Jego uśmiech zawsze szczery i uroczy, jak u brata. - Słyszałem, że Cię już tu nie ma a tu proszę. Jaka niespodzianka, co u Ciebie?
- Przyjechałam tylko spakować resztę rzeczy. Wieczorem wracam do Seulu. A co u Ciebie i Zelo? - Wypuścił mnie z uścisku i jakby posmutniał.
- Junhong z mamą wyprowadzili się z Makpo. Mieszkam teraz tylko z tatą. Ale jeszcze ten rok szkolny potem przeprowadzamy się do nich. Dziwie się, że ten mały idiota nic Ci nie powiedział. Mieszka od tygodnia w Seulu.
Szczęka opadła mi do samej ziemi i musiałam zbierać zęby. Mój Buniek, mój kochany Zelo wyniósł się do Seulu, kto wie może mieszka gdzieś obok mnie i nic nie powiedział? Z Junseo rozmawialiśmy jeszcze długo. Opowiadał mi o tym jak ich mama w pośpiechu i tajemnicy załatwiała mieszkanie, bo jej najmłodszy syn dostał stypendium, o jej ciągłych kontrolach telefonów i skrzynek mailowych względem mojej osoby – przecież jej synowie, nie mogą się ze mną zadawać. Obeszliśmy dookoła park, wypiliśmy mrożoną herbatę i pożegnaliśmy się. Junseo na odchodnym obiecał pisać do mnie częściej, co było dla mnie dziwne, ponieważ nigdy właściwie nie rozmawialiśmy dłużej niż pięć minut, kiedy to czekałam na jego brata. Najwyraźniej Seo był milszy niż się mogła mi wydawać.
Do domu rodziców wróciłam chwilę przed szesnastą. Tym razem drzwi otworzyła mi babcia, która od razu mnie wyściskała i skarciła, za to, że nie powiedziałam nic o przyjeździe, a tym bardziej o przyjeździe Kaia. Oczywiście jak to babcia mówiła to w żartach. Zaprowadziła mnie do kuchni, gdzie mój kuzyn już siedział przy stole czekając na babciny obiad. Jego uśmiech mówił wszystko – szczęśliwy ten, komu babcia Lee gotuje. Przy rodzinnym obiedzie, dużo było śmiechu, dużo rozmów, kilka obietnic i kilka łez. Wieczorem odprowadziła nas na pociąg i kazała czekać na jej odwiedziny w Seulu. Wyściskała nas i pomachała kiedy odjeżdżaliśmy.
Ostateczne pożegnanie z Makpo nie było dla mnie takie trudne jak mogło by się wydawać.
Wręcz przeciwnie – przyniosło mi to sporą ulgę.

~~*~~

Całą niedzielę pomagałam cioci w kuchni. Postawiła sobie za punkt honoru nagotować nam obiadu na co najmniej dwa tygodnie jej wyjazdu. Nie miałam nic przeciwko, łatwiej było wyjąć z zamrażalnika i po prostu odgrzać nic gotować od podstawy.
Ciocia dała mi całą listę – co mogę robić a czego nie, jak pilnować chłopaków, jak składać jej raporty. Obiecałam być grzeczną dziewczynką dbającą o dobro i zdrowie swoich starszych kuzynów.
Wieczorem usiedliśmy wszyscy razem w salonie, rozmawialiśmy, piliśmy herbatę i składaliśmy obietnice. To był ostatni wspólny wieczór. Ciocia śmiała się z Chena, który cały dzień cierpiał na kaca mordercę i z rozradowanego Minseoka. Najwidoczniej impreza u Baekhyuna całkiem się udała. Zazdrościłam im, że gdy oni się bawili ja próbowałam zapomnieć, że spotkałam Danbi.
- Dzieci moje kochane, zanim pójdziecie spać obiecajcie mi jedno, że będę miała gdzie wrócić po szkoleniu. - Spojrzała wymownie na swoich starszych synów. - Bo wiem, że urządzicie tu imprezę, nawet jeśli Kate wam nie pozwoli.
- Ale mamo, jaką imprezę...
- Musiałabym was nie znać. A teraz do łóżek marsz i od jutra słuchacie się Katie. Dobranoc.
Wszyscy po kolei podeszli do niej, przytulili i dostali po buziaku. Ciocia wyjeżdżała nad ranem na lotnisko, więc było oczywiste, że chciała pożegnać się ze swoimi synami. Podeszłam do niej na samym końcu. Przytuliła mnie, dziękując, że jestem. Poczułam się dziwnie niepewnie. Pocałowała mnie jeszcze w czoło i odesłała do pokoju.
Ten weekend był takim zaskoczeniem i taką mieszaniną spotkań i zdarzeń, że czułam się jak bomba zegarowa, która lada chwila wybuchnie. Chwyciłam z łóżka piżamę, weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi i odłożyłam trzymaną bieliznę na szafkę. Prysznic działał zawsze cuda, a gorąca woda jakoś zmywała stres. Wewnętrzna bomba została rozbrojona. Wróciłam do pokoju opadłam na łóżko... i nie zarejestrowałam momentu zaśnięcia.
Poniedziałkowy poranek był cięższy niż zwykle. Chen nie chciał wyjść z łazienki, nie mogłam dobudzić Kaia, Minseok ubrudził swoją ulubioną koszulę wiśniowym sokiem a Junmyeon zniknął zanim w ogóle go zauważyłam. Ręce opadały. Miałam ochotę usiąść na schodach i rozpłakać się w najlepsze. Jedynym pozytywem tego poranka było gotowe śniadanie na stole pozostawione przez Ciocię.
- RÓBCIE CO CHCECIE. JA WYCHODZĘ Z DOMU ZA 10 MINUT I MAM WAS WSZYSTKICH SERDECZNIE DOSYĆ.- Stanęłam w korytarzu i krzyczałam jakby sama do siebie. - JONGIN JEŚLI ZAŚPISZ NA LEKCJE NIE PÓJDZIESZ JUTRO NA TRENING. JONGDAE JEŚLI ZARAZ NIE WYJDZIESZ Z ŁAZIENKI TO CI BAEKHYUN SPRZED FURTKI UCIEKNIE, BO JUŻ CZEKA. MINSEOK PRZEBIERZ SIĘ I DAJ TA BRUDNĄ KOSZULĘ DO PRANIA. JUNMYEON NA UCZELNIĘ!
Nie wiem czy to mój załamany głos, czy te groźby, ale poskutkowało. Kai w ciągu dwóch minut znalazł się gotowy w kuchni, ChenChen opuścił łazienkę, Xiu się przebrał a Suho wszedł do domu z zakupami. CO prawda nie wiem kiedy po nie wyszedł, ale poprawił mi humor truskawkowym mlekiem i batonikiem muesli. Zjedliśmy w piątkę śniadanie i każdy ruszył w swoją stronę. Baozi wyszedł jako pierwszy, cały w skowronkach i z uśmiechem na twarzy, Jongdae wybiegł zaraz za nim by spotkać się z kolegami z klasy. A ja z Suho zmywałam po śniadaniu czekając na Kaia, który nie zdążył jeszcze umyć zębów. Trochę porozmawialiśmy i właściwie okazało się, że nie taki student ekonomii straszny i nudny jak go malują. Czułam, że będę mieć w nim wsparcie jeśli chodzi o ogarnięcie szczególnie najmłodszego kuzyna i nieco starszego trolla.
- Noona, musimy biec bo Sehun zadzwonił, że są już rozpisane pokazy na koniec roku!
- Jongin... musimy biec bo zaczynamy zajęcia za piętnaście minut. - Wywróciłam oczami i odwróciłam się z powrotem do Juna. - Oppa, zbieraj się na zajęcia, pogadamy jeszcze wieczorem, co? Do zobaczenia!
- Uważajcie na siebie.
Uśmiechnęłam się do niego i chwytając Młodego za rękę ruszyliśmy do szkoły.

~~*~~

Nigdy nie sądziłam, że wyjazd Cioci do Chin tak przybliży mnie do Moich dwóch najstarszych kuzynów. Spędzałam z nimi całkiem sporo czasu na rozmowach, zakupach i wzajemnym poznaniu się. Junmyeon okazał się być idealnym opiekunem, potrafił przywołać wszystkich do pionu i zapanować nad nimi gdy wygłupy szły za daleko. Każdego ranka pomagał mi z przygotowaniem śniadania, a gdy miał wolne od zajęć i pracy przygotowywał obiad. Odbierał mnie ze szkoły, pomagał gdy miałam jakieś problemy – nie znałam go z tej strony. Chyba oboje musieliśmy do siebie przywyknąć i zaakceptować siebie jako członków rodziny.
Podobnie zresztą było z Minseokiem, który swoją drogą znikał na całe dnie tłumacząc się studiami, ciężkimi pracami na zaliczenie i artykułem do pracy. Jak już pojawiał się w domu to nos miał wlepiony w ekran telefonu, romansował z kimś namiętnie uśmiechając się przy tym pod nosem. Xiumin był dla mnie ciągle zagadką. Mało o nim wiedziałam i mało czasu z nim spędzałam, nawet jeśli bardzo bym chciała. Może spędzaliśmy czas wspólnie po kolacji – zwykle oglądaliśmy film, albo wyciągaliśmy planszówki – ale właściwie mało z nim rozmawiałam. Co mogłam o nim wiedzieć, że studiuje, że pracuje w zawodzie, że lubi kimchi i niebieski kolor. Był też nie najgorszym graczem w piłkę nożną, o czym przekonałam się gdy w czwartkowe popołudnie wybraliśmy się razem na boisko nad rzeką Han. Ja i Chen kontra Kai i Xiumin. Więcej było śmiechu niż samego grania, ale dzięki temu poznałam się nieco na moich kuzynach. Zresztą – zabawa przede wszystkim.

Piątkowy poranek był chyba najlżejszym podczas pierwszego tygodnia. Wszyscy wstali wcześnie w doskonałych humorach, przy śniadaniu panowała radosna i ożywiona atmosfera, nawet Młody był już obudzony. Junmyeon jechał już na ósmą na zajęcia, więc wyszedł jako pierwszy, chwilę po nim wyszedł Minnie, mówiąc, że musi coś jeszcze załatwić przed wykładami, Chen czekał na przyjaciół, więc nawet ja wyszłam do szkoły wcześniej. Piątek był mało piątkowy. Szkoła tętniła życiem, wszyscy mieli humory jakby za chwilę miała być impreza. W szatni Kai zostawił mnie i poszedł za Oh Sehunem z jego klasy, z którym rozmawiał na temat jakiś warsztatów tanecznych w jego szkole tańca. Po chwili gdzieś w tłumie uczniów mignęła mi Amber przytulająca się do Baekhyuna, Chena i ich wysokiego znajomego – o ile dobrze pamiętam chyba miał na imię Chanyeol. Ruszyłam do klasy jak na ścięcie, ale humor zaraz mi się poprawił, gdy tylko z drugiego końca korytarza zaczęła machać do mnie żywo Saejin.
Ze szkoły wyszłam razem z Kyungsoo, Zitao i Taeminem. Sae szukała Hany, która zaginęła po koreańskim i nie zjawiła się na matematyce. Rozmawiając z chłopakami i czekając na najmłodszego kuzyna skupiłam wzrok na zakochanej parce tulącej się przy bramie szkoły. Trochę im zazdrościłam, byli tacy szczęśliwi, zakochani... znajomi. Wyciągnęłam z kieszonki torby telefon i automatycznie zadzwoniłam do Saejin, nie słuchając już chłopaków.
- Taeyeon... chodź przed szkołę, chyba wiem, gdzie może być Hana.
- CO? Jak to? Biegnę!
Ledwo się rozłączyła za moimi plecami pojawił się Jongin z Sehunem. Przywitałam się z nimi i czekałam na Lee, która zjawiła się na dziedzińcu w błyskawicznym tempie. Rozejrzała się niepewnie i jej wzrok również zatrzymał się na parze przy bramie.
- Zabije ją.
- Spokojnie, Sae, nie mamy pewności... - uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam się ze schodów na których siedziałam. - Chłopaki idziemy przywitać się z Haną.
- Co? - Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni, gdy ruszyłam do bramy.
Z każdym krokiem śmiałam się coraz bardziej, a im bliżej zakochanych byłam tym większa była moja pewność.
- Teraz już wiem Oppa, z kim tak romansujesz. Mogłeś powiedzieć, że ją znam.
- Kate.... ale co ty tu.... - Zaśmiałam się i przybiłam piątkę z Sae.
- Uczę się tu Oppa. W jednej klasie z Haną.
Spojrzeli na siebie i parsknęli śmiechem, zaraźliwym śmiechem. Po wytłumaczeniu się przed sądem w składzie : Ja, Saejin, Taemin, Kyungsoo, Kai, Sehun oraz Tao; związek Minseoka i Hany został zaakceptowany. Całą bandą ruszyliśmy do nas do domu na uczczenie tego wydarzenia sokiem i pizzą.
Po raz kolejny czułam jak to jest przynależeć gdzieś. Mieć swoim znajomych, przyjaciół i mieć z kim spędzać czas, dzielić radość i smutek. Podobało mi się to, czułam, że mogę zaufać tym ludziom, czułam, że są dla mnie ważni i że wprowadzą wiele dobrego do mojego życia.


Z dobrymi ludźmi czas płynie szybko, zdecydowanie za szybko. Gdy do mieszkania wszedł Chen spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Przez głowę przemknęło mi jedynie ' Zajęcia teatralne'. Przeprosiłam wszystkich i jak w amoku zebrałam się na zajęcia. Te jedne, żeby tylko zobaczyć jak to wygląda. Nie byłam co do tego w ogóle pewna, ale przecież raz się żyje.
Weszłam do sali pięć minut przed rozpoczęciem zajęć i już czułam, że popełniłam błąd.
- Panna Choi, jak miło, zapraszamy, zapraszamy.- Uśmiech profesora nie był przekonujący. - Akurat dzisiaj masz pecha, bo nasz główny aktor musiał iść do pracy, ale jakoś sobie poradzimy. Moi drodzy zaczynamy rozgrzewkę!

To będzie ciekawe spotkanie...






* Pas de chat - dosłownie: koci skok, skok naśladujący delikatny, pełen gracji skok kota. Nogi zgięte w kolanach po kolei wyrzucane są do tyłu (przodu, w bok), korpus jest zgięty, upozowanie rąk może być różne.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Lekcja czwarta - interpetacja.

PADAM NA KOLANA PRZED WAMI I BŁAGAM O WYBACZENIE
w związku z 2tygodniowym opóźnieniem ;;;;;;;;;;;;
Mój komputer strzelał fochy, ale nareszcie się zrozumieliśmy.

Oczywiście następna notka zgodnie z planem, w pierwszą sobotę maja!
A tym czasem zapraszam was do czytania :)


Ten wpis dedykuje moim trzem wiernym czytelniczkom, moim prawdziwym przyjaciółkom - bez których życie było by ciężkie i nudne.
To wy dajecie mi siłę i wenę do dalszego pisania.
Milka, Dorota i Angie.
Dziękuję <3 Lekcja czwarta – interpretacja.

Droga do domu bliźniaków Lee minęła mi o wiele szybciej niż tego chciałam. Zdecydowanie. Z tego co mówiła mi Sae powinniśmy iść dobre pół godziny... a dotarliśmy na miejsce w niecałe piętnaście minut. Nogi miałam jak z galarety i nie chętnie puściłam rękę kuzyna, który jakoś dodawał mi otuchy. Wiedziałam, że po przekroczeniu progu mieszkania Saejin będę stracona i nawet zakręcony Taemin mi nie pomoże, na jego siostrę i Hanę nie było mocnych...
- Saejin, Ty chyba żartujesz. Ja tego nie włożę. Nie ma szans!
- Bardzo mi przykro Kate, ale tak. Ubierzesz to i pójdziesz w tym do parku.
- Wyglądasz w tym jak elficka księżniczka. Będziesz idealną Panią Wiosną!
Zabrakło mi słów na odpowiedź i strój który przygotowała dla mnie Sae. Zielona długa suknia z 'milionem' warstw lejącego się delikatnego materiału z szerokimi, długimi rękawami. Wierzcie mi lub nie Arwena by nie pogardziła, ba! Sama Galadriel by z chęcią ponosiła.
Nie powiem – suknia była piękna, celtycka, dopasowana. Elficka. Przegrałam tę walkę i nie było szans na zmianę ich wizji. Lee zrobiła mi delikatny makijaż, włosy zakręciła na lokówce i w piękne loki ( okej, mam słabość do loków – uwielbiam mieć loki) wpięła mi żywe kwiaty a całość 'ukoronowała' przepięknym wiankiem.
- Taeyeon, weź też diadem, ten drobny srebrny. Jak zamienimy wianek na diademik to naprawdę będzie księżniczką.
- Jasne, to co dwie sesje za jednym zamachem? - Blondynka uśmiechnęła się pakując do torby kosmetyki.
- Taeyeon? - Zmierzyłam obie wzrokiem.
- Są prawie, że identyczne a Saejin ją uwielbia. - Hana jedynie wzruszyła ramionami. Okej nie wnikam.
Po prawie dwugodzinnym przygotowywaniu mnie do zdjęć dziewczyny zawołały Kaia i Taemina na ocenę, a ja marzyłam tylko o tym, żeby jak najdalej uciec i im się nie pokazywać. Nie przyzwyczaiłam się do prawienia mi komplementów ani do modelingu, to wciąż mnie mnie przyprawiało o zakłopotanie. Przez kolejne piętnaście minut próbowałam przekonać dziewczyny, że robienie mi zdjęć to zły pomysł – a tak właściwie nie miałam zamiaru tak przebrana wychodzić do ludzi. Zgodziłam się wyjść dopiero gdy zostałam zapewniona, że po sesji dostanę najlepsze macchiato w mieście ( i muffinkę w gratisie). Ledwo weszłyśmy do parku Hana zaczęła wyżywać się artystycznie względem mojej osoby a jej zadania i muszę przyznać, że chodzenie wśród kwiatów, traw i drzew było całkiem fajną zabawą. Nawet nie wiem kiedy Komatsu stwierdziła, że ma to jedyne i wyjątkowe zdjęcie – zapomniałam się, że ona w ogóle je robi. Może modeling nie jest taki zły, a może to po prostu Japonka nie jest tak wymagająca jak Ci fotografowie do których prowadziła mnie mama w turniejowych sukienkach. Całkiem możliwe, że to przez to, że potraktowałam to nie jak sesję a zabawę z dziewczynami, Tak czy siak, jak kolwiek by na to nie patrzeć – spodobało mi się pozowanie Hanie.
- No to teraz na obiecaną kawę. - Zatrzymałam się wpół kroku patrząc na obie.
- Ale, że teraz? Tak jak jestem ubrana? Żartujecie, Hana błagam...
- No tak, przecież w kawiarni też muszę zrobić Ci zdjęcia, szef chce 'Wiosnę w kawiarni'.
- O TYM NIE BYŁO MOWY! - Dwa kroki w tył, mimo że i tak byłam na stracone pozycji.
- No Katie, proszę. - Widziałam i słyszałam serduszka w jej wypowiedzi. Cukrzycy można od tego dostać, od bycia tak cholernie słodkim.
- Za to Hana, dostanę drugą kawę, albo nie wiem...
- Czego tylko zapragniesz! - Serduszka naprawdę latały wokół niej. Jestem za dobra dla tej dziewczyny. Minseok miał rację, jestem mało asertywna.
W śmiechu i dalszych zdjęciach zawędrowałyśmy do kawiarenki obok stacji kolejowej. Czyżbym miała szczęście mieszkać obok najlepszej kawiarni w Seulu?
Usiadłyśmy w przeszklonej, zakwieconej części kawiarni ( coś na zasadzie ogrodu zimowego, ale szczerze przyznaję, ze ten był naprawdę urokliwy) i przyciągnęłyśmy wzrok wszystkich klientów. Saejin od razu zajęła się poprawianiem mi włosów i makijażu, a Hana zniknęła zapewne porozmawiać z szefem. Czekałyśmy na nią kilkanaście minut rozmawiając o pierdołach, bo jakby na to nie patrzeć, znałyśmy się dopiero kilka dni. Japonka wróciła uśmiechnięta od ucha do ucha a za nią przyszedł niemożliwie przystojny kelner niosąc dla nas kawy.
- Dziękuję Ci Hongbin. - Chłopak uśmiechnął się. Chyba polubię tę kawiarnię bardziej co rusz spotykam tutaj przystojniaków. - A właśnie, Binnie nie poznałeś jeszcze naszej nowej znajomej. Przyjechała dopiero w zeszłym tygodniu. - Dlaczego musiała zwrócić się do mnie, kiedy moja twarz płonie.- Kate, poznajcie się. Hongbin jest jednym z dwóch tutejszych kelnerów.
- Bardzo miło mi Cię poznać Kate. - Głos Hongbina był równie cudowny co on sam. - Mam nadzieję, że będziemy się tutaj często widywać. - I ten uśmiech... i dołeczki. Umarłam!
- Ja też mam taką nadzieję. - wow, ja naprawę się odezwałam.
- A teraz wybaczcie, muszę wracać do pracy.
Mój cudowny Hongbin z uśmiechem nas opuścił i zostawił mętlik w mojej głowie...
Czułam, że moje policzki płoną, a ten chłopak będzie kolejnym który będzie nawiedzać moje sny, równie często co ten, którego spotkałam tydzień wcześniej. Ta kawiarnia została moim ulubionym miejscem, chociażby ze względu na przystojniaków... I oczywiście ze względu na przepyszne latte – które podane przez tego chłopaka było jeszcze lepsze.
- Kate, nie zakochuj się w Fasolce. Jeszcze nie znalazła się taka co by mu przypasowała. - Hana z Saejin chichotały a ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona o ile było to możliwe.
- Jeszcze nie znalazł się taki co by mi przypasował, więc nie wiem o czym mówicie. - Schowałam się za swoim kubkiem i starałam uspokoić.
Hana wróciła do robienia zdjęć, śmiałyśmy się i plotkowałyśmy w kawiarni jeszcze przez dwie a może i trzy godziny, czas biegł tak szybko, że nie zwróciłam na to uwagi.
Pożegnałyśmy się z szefem ( i Hongbinem) i ruszyłyśmy w drogę powrotną do domu bliźniaków Lee, gdzie zostawiłam swoje rzeczy i kuzyna.
Kai z Taeminem dawno już skończyli trening i najzwyczajniej w świecie grali na konsoli, śmiejąc się z znanych tylko im powodów.
Przebrana w swoje rzeczy zeszłam na dół, gdzie o dziwo Jongin już na mnie czekał, więc pożegnałam się z bliźniakami i Haną (która została do wieczora chcąc wybrać najlepsze zdjęcia z Sae) i ruszyliśmy przed siebie.
Trzymając się za ręce rozmawialiśmy o minionej sesji, treningu młodego i o innych mało istotnych rzeczach. Tym razem droga była dłuższa, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, jemu najwyraźniej też.
Tuż po powrocie na moim mailu znalazłam informację od Junniego.
' Nie będzie mnie w tym czasie w Makpo. Odezwę się wkrótce. J.'


~~*~~

- Kate! Kate!
- Co się dzieje?
- Musimy iść dzisiaj po szkole do kawiarni!
- Hana. Akurat dzisiaj? - wywróciłam oczami i odwróciłam się z powrotem do szafki.
- Twoje zdjęcia już wiszą. - Ponownie wywróciłam oczami chowając podręczniki do środka. - No i Hongbin o Ciebie pytał.
- . . . - Wstrzymałam na chwilę oddech i próbowałam ukryć fakt, że w duchu cieszę się jak dziecko. - Ale ja mam zajęcia po południu, o 17...
- Wrócisz do tego czasu do szkoły... Proszę. - Oczy jak u kota ze Shreka i ton jej głosu nie działały tak jak informacja o Fasolce.
- Jeśli przez Ciebie spóźnię się na balet....
- Funduję kawę.
- Idziemy już? - spojrzałyśmy po sobie i parsknęłyśmy śmiechem jednocześnie. Hongbinie... nadchodzę.

~~*~~

Mogłam się spodziewać tego, że jeśli wyjdę z Komatsu i Lee na kawę po szkolę to wrócić na zajęcia będzie ciężko. Z kawiarni biegłam jak na wyścigi, ale czego nie zrobi się, żeby spotkać przystojnego kelnera, który dodatkowo zaprasza Cię na randkę i daje swój numer. Do szatni wbiegłam na piętnaście minut przed rozpoczęciem zajęć. Cóż można było rzec, że rozgrzewkę mam za sobą, mimo to nauczycielka nie była łaskawa. Przez dwie godziny torturowała mnie podstawowymi krokami i pozycjami baletowymi. Musiałam być perfekcyjna i idealna w każdym calu, na każdym milimetrze ciała. Kręgosłup już mnie bolał, palce krzyczały wciśnięte w puenty a ja miałam ochotę po prostu się rozpłakać. Sama chciałam wrócić do baletu... Cierp ciało, jak żeś chciało.
Głos pani Seo wrył mi się głęboko w czaszkę, ale mimo to, nie potrafiłam się skupić. Po sali krążył mężczyzna w średnim wieku, kojarzyłam go z korytarza, to pewnie jeden z prowadzących zajęcia, może jakiś nauczyciel... Przyglądał się nam, obserwował, coś notował w swoim zeszycie. Czułam się przy nim źle, zawsze gdy spoglądał w moją stronę coś zrobiłam nie-tak jak powinnam. Byłam wtedy nieidealna. Po raz pierwszy cieszyłam się kiedy prowadząca ogłosiła koniec zajęć. Wybiegłam z sali nie zwracając uwagi na innych, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, pogadać z Jonginem, położyć się spać. Zapomnieć o przerażającym i przeszywającym wzroku tego mężczyzny.
W domu jak zwykle usiedliśmy do wspólnej kolacji, rozmawiając jak zawsze na błahe tematy.
- Kate, Kochanie, mam do Ciebie ogromną prośbę. - Ciocia zwróciła się do mnie znad filiżanki wieczornej herbaty.
- Tak, słucham.
- Po Twoim powrocie z Makpo, będę musiała na jakiś czas służbowo wyjechać.- uśmiechnęła się do mnie jakoś tak, pocieszająco.- Chciałbym, żebyś zaopiekowała się chłopakami.
- Dobrze, nie mam problemu, a na jak długo Ciocia wyjeżdża? - opiekować się nimi to nie było jakieś specjalne zadanie.
- Jadę na szkolenie do Chin, jakieś cztery, góra pięć tygodni. - Pobladłam.
- Jasne... jakoś sobie poradzę.

Resztę wieczoru przesiedziałam z ciocią, która opowiadała mi o swojej pracy, szkoleniu i o opiece nad chłopakami. Bardzo cieszyłam się, że ma do mnie zaufanie, nie wiedziałam dlaczego, aż takie duże. Nie widziała mnie ponad dziesięć lat, nie utrzymywałyśmy żadnego kontaktu, a ona tak po prostu zostawiła mi na głowie dom na miesiąc. Czułam, że to będzie ciekawa odskocznia od szarej rzeczywistości... o ile życie w Seulu można było nazwać szarą rzeczywistością.

~~*~~

W czwartkowy poranek ponownie do szkoły miał zabrać mnie Chen z racji wspólnych zajęć na sali gimnastycznej, tym razem Jongin szedł razem z nami. Przed bramą ponownie czekał jedynie Baekhyun.
- Cześć wam. Słuchajcie od razu sprawa! IMPREZA JEST!
- Tak Bekon wszyscy wiedzą, że robicie z Tao urodzinową imprezę stulecia. - Jongdae próbował udawać znudzonego, jednak słowo impreza działało na niego bardzo pobudzająco.
- Oj ChenChen, nie bądź taki. Zbierasz braci i uroczą kuzynkę i widzimy się w sobotę wieczorem u mnie. - Czy on wspomniał o mnie?
- Ja w piątek wieczorem razem z Jonginem jadę do Makpo po resztę rzeczy...
- Kate ranisz moje uczucia. Moje i Zitao. - Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Cieszę się, że mnie zapraszasz seonbae, ale naprawdę muszę pojechać na ten weekend do rodziców. Gdybym miała wybór z chęcią bym przyszła.
- W takim razie...- Baekhyun zatrzymał się przede mną zdecydowanie za blisko. - Musisz mi obiecać dwie rzeczy.
- T-tak?
- Po pierwsze skończysz z tym 'seonbae'. Mów mi Baekhyun, Baek, Becon... jak chcesz tylko nie seonbae. A po drugie jak wrócisz z Makpo to idziemy całą ekipą na piwo!
- Em... no ok... jak ciocia pozwoli...
Tym stwierdzeniem wywołałam falę śmiechu. Chen przypomniał, że ciocia wyjeżdża na bardzo długo, co za tym idzie, że można imprezę odbić w późniejszym terminie. Na nic zdawało się być moje ' Ja się mam zajmować domem, mam was pilnować, żadnych imprez w domu OPPA!', ze spuszczoną głową dotarłam do szkoły próbując w głowie ułożyć plan powstrzymujący moich kuzynów od dzikiej imprezy.
Ledwo znalazłam się pod szatnią dopadł mnie Tao, powtarzający tą samą śpiewkę co Baek, że impreza, że muszę być i że teraz jest zraniony. Wywróciłam oczami obiecując spotkanie w innym terminie i pamiątkę z Makpo.
Ledwo Tao poszedł się przebierać dorwała mnie Saejin pytając o Bakehyuna.
- Jeśli Ci się podoba to czemu do niego nie zgadasz? Saejin z Twoim temperamentem nie powinnaś mieć problemów.
- Kate, to nie takie proste. - wciągnęła mnie do szatni zresztą klasy. - On nie wie o moim istnieniu, a z Tobą rozmawia jakby Cię znał od lat.
- Unnie. - wywróciłam oczami wyjmując z torby koszulkę na wuef. - Gada ze mną bo jestem kuzynką Jongdae i chodzę z nim do szkoły raz w tygodniu. Nic więcej. - Schyliłam się po spodenki i kontynuowałam. - A poza tym. Nie wierzę, że Baek nie wie o Twoim istnieniu.- Do szatni weszłam dziewczyna, którą kojarzyłam z zajęć baletu.
- Em... szukam Choi Kate z 2c. - Wyprostowałam się podczas gdy wszystkie dziewczyny spojrzały na mnie.
- To ja... o co chodzi.
- Ubierz mundurek i chodź ze mną. Seo seonsaengnim prosi na rozmowę. Powiedziała, że usprawiedliwi Cię u Lee seonsaengnim. Zaczekam na zewnątrz. - Uśmiechnęła się i wyszła.
- Wrócimy do naszej rozmowy Saejin, a póki co.. do zobaczenia.
Ponownie przebrałam się w mundurek i wyszłam z szatni, gdzie czekała na mnie dziewczyna. Wyglądała na młodszą ode mnie i była bardzo milcząca. Przez całą drogę nie odezwała się do mnie słowem a mnie nerwy skręcały od środka. Co takiego zrobiłam, że byłam wzywana do nauczyciela w trakcie lekcji. Zawsze byłam wzorową uczennicą i taka sytuacja wcześniej nie miała miejsca.
Gabinet Seo znajdował się tuż obok sali baletowej, był niewielki, jasny i przyjemny. Ale Profesor Seo nie była w gabinecie sama. Na kanapie pod oknem siedział mężczyzna w średnim wieku, ten sam, który obserwował ostatnie zajęcia z baletu. Nogi się pode mną ugięły... no bo Kim jest ten facet i czego ode mnie chce.
- Witaj Katie, usiądź proszę. Poznaj pana Cha. Jest u nas instruktorem na zajęciach teatralnych, pewnie zauważyłaś jego obecność na ostatnich zajęciach.
- T-tak.
- Otóż chciałem zaprosić cię na zajęcia teatralne. - Nauczyciel wstał i podszedł bliżej mnie. - W piątki od szesnastej do dziewiętnastej trzydzieści. Miałbym dla Ciebie idealną rolę.
- Nie, dziękuję, ja się do tego nie nadaję. Może w innym terminie.
Chciałam już stamtąd wyjść, czy ta sprawa nie mogła poczekać? Wolałabym być teraz na wuefie i robić z siebie idiotkę niż słuchać pana Cha i pani Seo próbujących wytłumaczyć mi na czym polegałaby moja rola. Faktycznie opcja kusiła, ale musiałam ją na spokojnie przemyśleć.
Po złożeniu obietnicy, że sprawę przemyślę mogłam wrócić na zajęcia. Nie miałam ochoty wracać na salę gimnastyczną, gdzie zajęć zostało mi niecałe pół godziny więc skierowałam się prosto na biologię. Miałam chwilę na pierwsze przemyślenia. Wiedziałam, że nawet jeśli się zdecyduję to nie pójdę na najbliższe warsztaty, bo wyjeżdżam do Makpo, być może pójdę raz. Na próbę.

~~*~~

Droga do Makpo minęła nam w ciszy. Kai pilnował mnie, kiedy spałam. Praktycznie nie rozmawialiśmy, oboje byliśmy zmęczeni dniem w szkole, minionym tygodniem i ogólnie wszystkim. Nie potrzebowaliśmy rozmawiać, cieszyliśmy się swoją obecnością. Jongin doskonale wiedział, że powrót do rodziców, nawet na chwilę jest dla mnie udręką. To właśnie dlatego pozwolił mi odpocząć podczas podróży.
Obiecaliśmy sobie, że spakujemy wszystko możliwie szybko i o ile będzie się dało, wrócimy wcześniejszym pociągiem. Droga ze stacji do domu była męcząca, nie chciałam tam wchodzić nawet na minutę. Obiecałam Młodemu, że podczas gdy ja będę pakować ciuchy on odeśpi nockę.
Stanęliśmy przed drzwiami, dwa głębokie wdechy, mocniejszy ścisk dłoni... Krótki urwany sygnał dzwonkiem.
Spodziewałam się wszystkich – Babci, mamy, Hyun-su, nawet dziadka.
Wszystkich oprócz niej.
Słodka, urocza i jak zwykle prześliczna Nam Danbi.
- Katie, jak miło Cię widzieć. Joo unnie mówiła, że dzisiaj przyjedziesz. Wejdź do środka. Napijecie się czegoś?
Czy ten dzień mógł zacząć się gorzej?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

♥

Z okazji Świąt Wielkiej Nocy - życzę wam wszystkim zdrowia i pogody ducha!
i mokrego poniedziałku!




co do notki - mam problemy techniczne z laptopem. Bunnie nie chce współpracować :x
mam nadzieję, że to jego przejściowe foszki i, że po przeskanowaniu systemu i aktualizacji się ogarnie. W razie czego, pożyczę jutro komp siostry i z niego notkę dodam. ( Obecnie piszę z telefonu :x )
potem możecie mnie poćwiartować za zwłokę ♥


xoxo
Katie ♥


p.s.
Przepraszam ;_________;
/pada na kolana i błaga o wybaczenie/

niedziela, 1 marca 2015

Lekcja trzecia - écarté*.

Witam ponownie!
to już kolejna notka na którą was serdecznie zapraszam. Sprawdźcie też bohaterów! CO rusz coś nowego tam znajdziecie! ;)

Ten rozdział dedykuję mojej kochane Maknae, która ma dzisiaj urodziny ♥
Maknę kochana! Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, miłości, SehunTeam ( ;p ). Biasa za męża, kolejnego jako kochanka i kilku nastu następnych jako przynajmniej przyjaciół ♥
żebyś zawsze była uśmiechnięta i taka jak jesteś- bo jesteś cudowna i Cię kocham ♥
CIEPIA SARANGIEM ♥

zapraszam do czytania :)
p.s. Komentarze was nie gryzą, a mnie budują do dalszego pisania!




Lekcja trzecia – écarté*.

Kto zaświecił słońce? I kto pozwolił budzikowi tak głośno grać? Przetarłam sklejone powieki i siłą woli zwlekłam swoje zwłoki z łóżka, żeby ogarnąć się przed śniadaniem. Zamorduje Kaia... zasiedzieliśmy się w nocy, zapominając, że mamy środek tygodnia, idziemy do szkoły, a ja zaczynam lekcje od trzech godzin wuefu. Oh god...
W kuchni wszyscy w doskonałym nastroju, brakuje tylko najmłodszego Kima... pewnie jeszcze śpi.
- Kate kochanie, pójdziesz dzisiaj do szkoły z Jongdae, macie wspólne zajęcia a Jongin i tak dzisiaj do szkoły nie idzie. - Ciocia podała mi dwa pojemniki na śniadanie, mój i Chena, a jej uśmiech załagodził chęć mordu mojego młodszego kuzyna. - Schowaj swoje śniadanie do torby i jakbyś mogła schować śniadanie Jongdae. Jego plecak leży w przedpokoju obok Twojej torby.
- Jasne, a czemu Młody nie idzie do szkoły?
- Zabieram go na badania lekarskie przed jego turniejem tańca.
- Rozumiem.
Dwie kawy i miskę ryżu później dziękuję za posiłek i z trudem wdrapuję się na moje poddasze. Nakładam na siebie makijaż, a właściwie to jedynie tusz do rzęs bo i tak wszystko spłynie podczas ćwiczeń a to mi nie potrzebne. Chwyciłam podręcznik z którego wieczorem powtarzałam, a raczej miałam powtarzać materiał i chwytając kosmetyczkę leniwie wyszłam prawie gotowa z poddasza. Zeszłam z powrotem na dół, rozczesałam włosy i spięłam je w ciasny koczek z tyłu głowy, po czym schowałam przyniesiony z pokoju podręcznik z biologii wraz z kosmetyczką do torebki.
Chen czekał na mnie w kuchni, praktycznie gotowy do wyjścia. Zawiązałam w pośpiechu buty, chwyciłam leżąca na podłodze torbę i z uśmiechem- nieco wymuszonym, poprzez niewyspanie- wyszłam przed dom. Jongdae wyszedł zaraz za mną i wesoło przywitał się ze swoim przyjacielem, który jak zwykle czekał przed bramką, z tą różnicą, że zawsze było ich dwóch... dzisiaj tylko jeden.
-Gdzie Virus?
-Zaspał. Obudziłem go dopiero.
-No tak, czwartek. A właśnie. - dlaczego on się odwrócił w moją stroną, ja mam dzisiaj niewyjściową twarz... - To jest moja kuzynka Kate.
-Witaj, Byun Baekhyun, bardzo miło mi poznać. - uśmiechnął się do mnie i wyciągnął dłoń, serio...? Uścisnęłam lekko i staram się uśmiechać.
-Cześć, mnie również bardzo miło.
Reszta drogi odbyła się w miłej, luźnej atmosferze i kilku nieśmiałych pytaniach. Szłam cicho, uśmiechając się, udając, że obchodzi mnie o czym mówią i odpowiadałam niepewnie na pytania.
Tak szybko jak było to możliwe, na terenie szkoły odłączyłam się od chłopaków i poszłam zaszyć się chociaż na chwilę w samotności przed zajęciami. To nie tak, że nie lubię wychowania fizycznego... Lubię się ruszać i w ogóle ćwiczyć, ale dla siebie a nie na ocenę. Zawsze byłam jedną z gorszych uczennic, klasowym, ba! Szkolnym pośmiewiskiem. Taka łamaga. Jedyne co mi wychodziło to wszelkiego rodzaju gimnastyki.
Weszłam do damskiej szatni i od razu doskoczyła do mnie Saejin wypytując o jakiegoś Baekhyuna... a chwila to kumpel Chena z którym dzisiaj szłam do szkoły. Najwidoczniej Sae się w nim podkochuje.
- Dziewczyny zostają dzisiaj na sali i mamy gimnastykę, faceci idą grać w kosza na boisku zewnętrznym! - Do szatni wpadła dziewczyna z trzeciej klasy.
- Jak to osobno?
- Stary Lee tak zarządził. Za dwie minuty zaczynamy rozgrzewkę.
Po szatni przeciągnął się głośny jęk niezadowolenia. Ja sama się uśmiechałam, gimnastyka to coś co naprawdę lubię.
Po niewyobrażalnie ciągnącej się rozgrzewce, która trwała raptem 15 minut, nareszcie padło polecenie. Miałyśmy godzinę lekcyjną na ułożenie układu gimnastycznego z użyciem jednego przyrządu. Podczas gdy wszystkie dziewczęta wyginały się i szukały w kantorku hula-hopów, skakanek czy wstążek ja podeszłam powoli do równoważni. Gdybym tylko miała przy sobie baletki.
- Lee sonsaengnim? Czy mogłabym pójść do szatni i zmienić obuwie? Układ gimnastyczny ciężko trenować w trampkach. Chciałabym założyć baletki.
- Ale szybko! Tak na jednej nodze! - Nie dziwię się, że Kai go nie lubi... Naprawdę niesympatyczny typ.
Zostawiłam trampki w szafce, wsuwając na stopy moje ukochane baletki, Od razu co głowy wpadło mi milion pomysłów na układ. A gdyby wpleść w to balet? Szarfa, równoważnia, kilka arabesek i obrotów. Może być ciekawie. Rozważy się to na sali. Zamknęłam za sobą drzwi szatni i wbiegłam na salę gimnastyczną meldując się nauczycielowi. Z kantorka zabrałam szarfę, mimo że nie byłam przekonana co do jej użycia. Gdzieś leciała muzyka a z boiska dobiegały mnie odgłosy grających w kosza chłopaków. Chyba nawet słyszałam Chena wydzierającego się po kimś. Biedni. Postanowiłam porozciągać się nieco bardziej i przywitać się z równoważnią. Trochę po niej pochodzić zanim zacznę skakać i wirować.
Rozciągnięta do granic możliwości rozejrzałam się po sali. Strach w oczach dziewczyn sprawiał, że miałam ochotę się po prostu śmiać. Wszystkie były totalnie zagubione, gorączkowo myślały nad czym kolwiek. Najbliżej mnie na materacach siedziały Hana i Saejin z dziewczynami z klasy trzeciej i namiętnie o czymś plotkowały. Nie wydawało mi się coby gadały o układzie, który miały przygotować. Uśmiechnęłam się do nich i już chciałam podejść do nauczyciela, żeby zdać ten układ i mieć spokój, ale nie. Zawołały mnie do siebie, więc chcąc-nie-chcąc do nich podeszłam. To, że ktoś chce ze mną rozmawiać, wciąż było dla mnie obce.
-Kate! Chodź no tu dziewczę.
- Słucham. - o ja nieśmiała.
- Musimy Cię przedstawić. - Uśmiech Hany mnie w tym momencie przerażał. - Więc tak. To jest moja nowa modelka Katie. Jest nowa w naszej klasie i mimo że jest dziewczyną Kaia to D.O ją bardzo polubił.
- Nie jestem....- oczywiście, że nie pozwoliły mi dokończyć. Do słowa dorwała się Saejin.
- Tak, tak. A tutaj słuchaj i zapamiętaj bo dzięki tym znajomością przejście przez naukę będzie błahostką. Po kolei : Amber, Sunmy i Jucy. Tam gdzieś jeszcze ćwiczą Cheska z Seoyeun tą dwójkę warto zapamiętać... żeby się z nimi nie zadawać, chyba że lubisz popić czy popalić.
- Czy ja wyglądam na taką co lubi pić albo palić? - wywróciłam oczami, co ona sobie myśli.- a teraz wybaczcie, ale chcę to jak najszybciej zdać.
- Kate... ledwo się rozciągnęłaś... - wzrok Saejin upewnił mnie, że chcę to zdać od razu.
- Zdam to, spokojnie. Ja i równoważnia to dobrany duet. - uśmiechnęłam się i wesoło ruszyłam do starego Lee.
Tak właściwie czułam na sobie wzrok wszystkich. Nie, to nie tak,że profesor zwołał wszystkie dziewczyny, żeby oglądały i 'inspirowały się'. Stres przejął nade mną kontrolę i właściwie nie wiedziałam, czy uda mi się wykonać mój układ tak jak go sobie w głowie zaplanowałam. Szarfa leżała płasko na brzegu równoważni. Użyć jej? A może nie.
Na początek coś nieskomplikowanego. Muzyka leciała sobie w tle, kiedy ja spokojnie szłam sobie na rękach. Odbicie, wyprost, mostek, ręce, STILL. Lekki obrót, Point, still, still. Wytrzymaj Katie. ECARTE! Tour de arabesque! Dwie gwiazdy, chwyć szarfę. Przewrót w tył, szarfa się rozwija. Gwiazda na jednej ręce, Pas de chat, pointy z wykorzystaniem szarfy, na koniec może 'poziomka', wyprost do stania na rękach, spokojnie ustawić stopy na równoważni, wykonać piękny mostek, wyprost i szpagat.
Byłam w raju, naprawdę byłam w raju. Dawno nie bawiłam się tak dobrze na równoważni. Podniosłam wzrok, oddech nieco mi przyspieszył a i chyba krew szybciej buzowała. Byłam naprawdę szczęśliwa. Zeskoczyłam na ziemię i coraz mniej pewna siebie spojrzałam na profesora, nie wiedziałam co oznaczała jego zszokowana mina. Bałam się, że zaraz mnie wyśmieje, że wróci mój koszmar z poprzednich szkół. Wszystkie dziewczyny spoglądały na mnie z rozwartymi ustami i wybałuszonymi oczami. Jeju, aż tak źle? No tak, czego się spodziewałaś Kate, zrobiłaś z siebie jak zwykle pośmiewisko. Teraz to cię nikt już nie polubi.
- Panno Choi, zaskoczyła mnie panna. Gratuluję najwyższej oceny. Bardzo proszę pomóc koleżankom, bo podniosła im panna poprzeczkę.
- Oczywiście, dziękuję bardzo!
- A teraz wracać do ćwiczeń! Ruszać te protezy. - Profesor zamilkł na moment spoglądając ponad nasze głowy. - PARK CZYŚ TY ZMIENIŁ PŁEĆ?! NIE WIDZISZ, ŻE NA SALI SĄ SAME DZIEWCZĘTA?! I CO TO MA BYĆ ZA SPÓŹNIANIE SIĘ NA ZAJĘCIA?! KOLEJNY RAZ! JAK SIĘ NAPRATRZYŁEŚ NA KOLEŻANKI TO W TEJ CHWILI NA BOISKO ZEWNĘTRZNE! JESZCZE RAZ SIĘ SPÓŹNISZ A WYŚLĘ CIĘ DO WYCHOWAWCY!
Odwróciłam się, ale jedyne co widziałam to zamykające się drzwi. To pewnie był ten chłopak o którym gadał ChenChen z Baekhyunem.
Dziewczyny na nowo zaczęły ćwiczyć i kombinować nad układem. Co jakiś czas podchodziły do mnie prosząc o pomoc. Dziwnie się z tym czułam, a jednocześnie cieszyłam się, że nie zrobiłam z siebie totalnej idiotki już na samym początku. Gdyby tak mogło być zawsze, byłabym w raju. Z uśmiechem na twarzy pomagałam nie tylko mojej klasie, ale i trzecioklasistkom. Saejin, Hana i Amber stwierdziły, że po prostu mam im pokazać jakiś BANALNY układ, żeby to zdały. Śmiałyśmy się... czułam w kościach, że ta szkoła będzie lepsza. Już miałam przyjaciół.
Zajęcia wychowania fizycznego skończyły się jakoś szybko. Nawet nie zauważyłam, gdy na salę 'wczołgali' się chłopcy a profesor Lee wyrzucił nas do szatni, kolejny raz komplementując mój układ. Ogarnęłam się w miarę szybko, strój sportowy wpakowałam do torby, założyłam mundurek, rozpuściłam włosy i pomalowałam się zakrywając rumieńce. Według planu następne zajęcia mieliśmy w sali biologicznej... ktoś wie gdzie jest sala biologiczna?! No okej, Hana będzie wiedzieć. Zmęczona postanowiłam zjeść sobie chociaż jakiś owoc, ciocia zawsze pakowała czy to jabłko, czy truskawki, a ja z chęcią je zjadałam. Sięgnęłam do torby po pojemnik.... i wyjęłam. Problem polegał na tym, że będąc rano zaspaną, zabrałam śniadanie Jongdae, a on pewnie ma moje... Byłam aż tak zaspana by pomylić NIEBIESKI pojemnik z RÓŻOWYM?! Przecież jak on przy znajomych wyjmie różowy pojemnik w kwiatuszki... przypał... rozejrzałam się wokół i mój wzrok padł na Amber. Przecież jest w klasie z moim kuzynem.
- AMBER URATUJ MI ŻYCIE I POWIEDŹ GDZIE JA ZNAJDE TERAZ CHENA?! - Spojrzała na mnie zdezorientowana.
-Co?
- Chen. Kim Jongdae, mój kuzyn...
- Pewnie z Virusem i Bekonem poszli do sali.- Bo ja wiem gdzie wy macie sale... - Piętro wyżej sala numer 104.
-A sala biologiczna? - odnajdę się, obiecuję.
-Na tym samym piętrze na którym będziesz, za rogiem, sala 124. - Uśmiechnęła się łagodnie. - W razie czego Jongie Cię podprowadzi, albo ja jeśli do tego czasu przyjdę.
- Dziękuję! Ratujesz mi i jemu życie!
Zaśmiałam się i żwawo ruszyłam przed siebie. Do rozpoczęcia lekcji zostało mi jakieś 10 minut, więc miałam nadzieję, że zdążę. Schodami na górę i wyszłam na wprost sali 102, więc musiałam być blisko. Rzeczywiście, sala klasy 3-1 była na prawo, a na moje szczęście Jongdae stał przed klasą rozmawiając przez telefon. Podeszłam do niego uśmiechając się słodko i dając mu znak, że muszę z nim pilnie pogadać. Rozłączył się chwile potem zwracając w moim kierunku.
- Co się stało Katie ?
Przynieś tutaj swój plecak.
- Co? Po co? - jego mina była przekomiczna. Wyjęłam z torby jego pojemnik ze śniadaniem. - Czemu masz moje śniadanie?
Bo Ty masz moje. Byłam zaspana i nie patrzyłam czyj pojemnik gdzie pakuję... - efekt był natychmiastowy. Wbiegł do klasy, po dwóch sekundach wybiegł i szybkim ruchem zamienił pojemniki w swoim plecaku. - Dzięki. To ja idę na biologię. O której kończysz?
- Dzisiaj o 14, ale idę z Virusem. Obiecał dać mi notatki z angielskiego z zeszłego roku. Ale spokojnie, Minseok hyung Cię odbierze. - Uśmiechnął się do mnie i jakoś się uspokoiłam. - Wiesz, gdzie jest biologia?
- Za rogiem, wiem. - Zaśmiałam się idąc powoli tyłem. - Więc do zobaczenia wieczorem w domu! - Odwróciłam się i ruszyłam w poszukiwaniu pracowni.
-Chen, z kim gadałeś? - usłyszałam za plecami roześmiany głos, ale nie odwróciłam się.
Z moją kuzynką.
Jongdae słyszałam gdy wchodził już do klasy, ale ten roześmiany głos... Taki jakby znajomy... Aish, Kate! Opanuj się, nie znasz tutaj nikogo na tyle. Pewnie przypomina Ci głos kogoś z poprzedniej szkoły, albo był to po prostu ten no, Baekhyun? Ledwo znalazłam się pod salą biologiczną zostałam wyrwana z zamyślenia i wciągnięta w żywą rozmowę z dziewczynami z mojej klasy. Tak, ta szkoła jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej.

~~*~~

Drogi Junnie.
Martwi mnie, że nic nie odpisujesz, chociaż minął już tydzień. Czy u Ciebie jest aż tak źle? Będę w Makpo za dwa tygodnie, muszę spakować resztę rzeczy. Sam wiesz w jakim pośpiechu się pakowałam. Spotkamy się? Co prawda będę tylko jeden dzień, ale chciałabym iść chociaż na spacer, tak bardzo za Tobą tęsknie.
Wiesz, za mną już tydzień nauki w Seulskim liceum. Naprawdę dziwnie tak, dołączać do zgranej już od roku ekipy, ale przyjęli mnie. Traktują na równi, są bardzo mili i chętnie mi pomagają odnaleźć się w szkole. Pamiętam już imiona wszystkich w mojej klasie, kojarzę wszystkich nauczycieli. Powoli zaczynam zapamiętywać klasę Jongdae - zapoznał mnie ze swoim kolegą Baekhyunem, a żeńską część tej klasy przedstawiła mi Amber. Genialna dziewczyna, wesoła, urocza. Taka trochę chłopczyca, ale uwielbiam spędzać z nią przerwy. Wczorajszy i dzisiejszy dzień spędziłyśmy na plotkowaniu. Obiecała, że przyjdzie na jutrzejszą sesję, którą będzie mi robić Hana, ale o tym za chwilę. Klasa Jongina... tam znam też kilka osób, ale to głównie dlatego, że zapomniał dzisiaj śniadania, które zapakował mi do torby... z tymi pudełkami też mamy wesoło. Wczoraj pomyliłam pudełka moje i Jongdae, a dzisiaj Kai wpakował mi dwa do torebki.
Tak naprawdę jest tutaj o wiele lepiej niż sądziłam, że będzie mimo tego że brakuje mi Ciebie. Może i mam znajomych, mam z kim się pośmiać, ale większość czasu i tak spędzam nad książkami. No oprócz środy, w środy wieczorem mam zajęcia z baletu! Dostałam się do grupy średnio-zaawansowanej już po pierwszych zajęciach! Wreszcie mogę wrócić do tego co kocham. Nawet nie wiesz jak się z tego cieszę. No i mama z Hyun-su nie mają nic do gadania. Co z tego, że zabronili mi baletu w Makpo. Tutaj ich nie ma!
Po wczorajszym pokazie moich umiejętności na wfie, Hana wpadła na genialny pomysł – kolejnej sesji. Chce mnie ubrać w gorset baletowy, tutu i puenty i fotografować mnie jak tańczę. Ten akurat pomysł bardzo mi się podoba. A jutro. Obiecałam jej tą nieszczęsną sesję. Właściwie, sama wciąż się zastanawiam, dlaczego? Przecież ja nie jestem na tyle pewna siebie, żeby pozować do zdjęć. Dobrze wiesz, że nie jestem modelką, mimo że mama bardzo tego by chciała. Mam ledwo 154cm wzrostu. Fakt, faktem że ciągle rosnę, ale myślę, że więcej niż 160 mieć nie będę. Zresztą w cztery lata urosnąć 6cm to będzie wyczyn. Mama pewnie już przygarnęła do domu jedną z tych swoich modelek, prawda? Minhee albo Danbi... Danbi na pewno u niej przesiaduje, albo nawet pomieszkuje. Mama ją uwielbiała, zawsze. Wolała ją niż mnie za córkę, pamiętasz? Zresztą, Bi to zamknięta historia, mam nadzieję.
Junnie! Napisz mi co u Ciebie, bo moje maile są tak chaotyczne. Właściwie wszystko wokół mnie to chaos kontrolowany, Ty zawsze potrafiłeś pomóc mi się ogarnąć!
Tak cholernie tęsknie. Zadzwoń chociaż, napisz smsa... jeśli chcesz zmienię numer i zapiszesz sobie mnie jakoś inaczej niż ' ~~Noona ♥~~' wtedy Twoja mama się nie zorientuje. Kupię nowy numer i się odezwę, dobrze?
Kocham Cię Bunnie.
Jedz dużo, ucz się dobrze, dbaj o zdrowie. Uważaj na siebie.
XOXO

Noona ♥


~~*~~

W sobotni poranek obudziłam się z nadzieją, że na dworze jest ulewa, grad, śnieg … COKOLWIEK. Niestety, na moje nieszczęście świeciło piękne słońce, dając idealne delikatnie światło do zdjęć. Naprawdę obiecałam, że wezmę udział w sesji Hany? Jongin-ah, dlaczego mnie nie powstrzymałeś?
Usiadłam na łóżku przypominając sobie mój sen. Śnił mi się Junnie, który krzyczał w obcym dla mnie języku, krzyczał na mnie a ja nie wiedziałam dlaczego. Co złego Ci zrobiłam Junhong? Nie podobał mi się język w którym krzyczałeś, a jednocześnie tak bardzo go lubiłam. Czy to możliwe, że krzyczał po chińsku? Hongie przecież nie zna chińskiego. Jak krzyczał zaczął mnie gonić, a ja przerażona uciekałam, tak jakby to nie Junhong mnie gonił. Potknęłam się i upadłam. To była uliczka, którą idzie się do parku, ta gdzie mur porasta takim ładnym zielonym bluszczem. Było ciemno, chciałam wstać i uciekać dalej. Ledwo się podniosłam ktoś szarpnął mnie za ramię, potem mnie uderzył. Jeden mnie trzymał drugi mnie bił i kopał. Czułam jak łamie mi kości, jak leci mi krew, ale uciekała mi świadomość... a później nagle zrobiło się tak pięknie jasno, spokojnie. Nic mi nie było. Siedziałam na podłodze, a ku mnie wyciągnięta była dłoń. Chwyciłam ją, ten ktoś pomógł mi wstać. I usłyszałam ten głos. Ten boski głos, głęboki, pociągający. Ten głos działał na mnie kojąco. Przepraszam, tak szybko wchodziłem, nie chciałem. Nic pani nie zrobiłem? Wszystko w porządku? Człowieku kim jesteś i dlaczego Twój głos śni mi się po nocach. Chciałabym spokojnie spać, a nie budzić się rozkojarzona... No dobra po takim śnie każdy byłby rozkojarzony. Ktoś mi wyjaśni czemu miał służyć ten sen? Jakieś głębsze przesłanie, czy po prostu od taki koszmar z boskim zakończeniem? A może... poznam mojego boskiego przystojniaka z genialnym głosem dopiero jak umrę? Szkoda czasu na głupie myślenie.
Zegar wskazywał dopiero dwadzieścia po siódmej. Mogłam spać jeszcze godzinę, ale byłam wyspana jak mało kiedy. Może to stres sesją, a może to przez ten sen nie miałam ochoty na dalsze wylegiwanie się w łóżku. Wygrzebałam się spod kołdry, przeszukałam szafę w celu odnalezienia jednej z sukienek, hm... a może ja jej jeszcze nie przywiozłam z Makpo? Właściwie całkiem możliwe. Wybór padł na jeansową spódniczkę, kolorowe rajstopy i najzwyklejszy czarny t-shirt. Zabrałam ubrania ze sobą do łazienki, odłożyłam na półkę i postanowiłam skorzystać z dodatkowej godziny i wziąć długą odprężającą kąpiel. A przy okazji pofantazjować o tym nieziemskim głosie nawiedzającym mnie w snach. Kto mi zabroni.
Ledwo weszłam pod prysznic i puściłam wodę to mój telefon zaczął świrować. Kto normalny dzwoni do mnie w sobotę przed ósmą rano?! Przecież wiadomo powszechnie, że zwykle o tej porze śpię...
Ciepłe strumyki wody spływały po moim ciele a ja z każdą sekundą czułam się cudowniej. Miło, ciepło, przyjemnie. Można się odstresować i wyciszyć. I przede wszystkim wygrzać. Co jak co, ale ja lubię ciepło. Ciepło, ciepełko, gorąc. Bo szczęśliwa Kate to Kate, której jest ciepło. Zapamiętajcie sobie ludu.
Po wyjściu spod prysznica szybko się ubrałam i zabrałam za suszenie włosów. Tej czynności nie lubię, bo zajmuje w cholerę dużo czasu. Pocieszającym był fakt, że wystarczyło jeszcze się pomalować i byłam gotowa na starcie ze światem. I tak wiem, że Saejin mnie przemaluje i przebierze po swojemu według wizji Hany, ale jakoś musiałam wyglądać, żeby do nich iść... Jongin-ah zaśpij, nie zaprowadzaj mnie tam, proszę.
Gotowa na starcie ze światem ( a także z innymi ludźmi) niepewnie zeszłam na dół. Nie miałam pewności czy w sobotę ciocia też wstaje tak wcześnie, jak w ciągu tygodnia.
-Już nie śpisz Skarbie? - uśmiech tej kobiety poprawiał mi nastrój zawsze, chociaż nie wiem jak źle by było.
-Dzień dobry Ciociu. - podała mi kubek z kawą. Jak ona wie czego potrzebuję. - Nie już nie śpię. Obiecałam koleżance, że zapozuję jej do zdjęć.
-Pewnie Hanie? - Uśmiechnęła się wracając do krojenia papryki. - Na pewno zrobi Ci przepiękne zdjęcia, ma dziewczyna talent. W salonie na półce są zdjęcia chłopców, zobacz sobie. Wszystkie robiła Hana.
-Wooo. - Jeśli moje zdjęcia będą tak ładne, to nie ma czymś się martwić. - Ciociu, może ja Ci pomogę ze śniadaniem?
Ponownie jej uśmiech osłodził mi dzień. Razem przygotowałyśmy posiłek plotkując na wszelkie tematy. Opowiadałam jej jak minął mi tydzień, jak wiele różnic dostrzegam między życiem w Makpo a w Seulu.
Ciocia była dla mnie jak druga mama, to do niej biegałam z każdym problemem, dopóki kontakt się nie zerwał. Czasami miałam wrażenie, jakby to ciocia była mi bliższa, przecież to ona poświęcała mi najwięcej czasu i to z nią mam najwięcej zdjęć z dzieciństwa. Z nią i Jonginem. Wujek Hyunseung też był mi bliższy niż Hyun-su... Hyun-su był moim tatą, ale nigdy nie mówiłam do niego tato, to zawsze był Hyun-su, albo 'chłopak mamy'.
Wracając jednak do Cioci, wiedziałam, że jej mogę powiedzieć o wszystkim... tylko nie o chłopaku z kawiarni z boskim głosem. Ten szczegół zwinnie omijałam i unikałam jak ognia.
Moi kuzyni zwlekli się na śniadanie chwilę po dziewiątej, najdłużej oczywiście zbierał się Kai, bo on tak po prostu miał. Rzucił pod nosem coś co miało chyba przypominać 'dzień dobry', ciekawe dlaczego jest niewyspany. Podobało mi się to, że jak zwykle śniadanie jedliśmy wspólnie, po tygodniu bardzo się do tego przyzwyczaiłam, to było takie... no rodzinne. Mama i Hyun-su nie mieli na to nigdy czasu, więc nie byłam do tego przyzwyczajona, wolałam być sama niż z nimi. Nie. Wolę spędzać czas z ciocią i kuzynami niż być sama.
Po śniadaniu pomogłam pozmywać i posprzątać, tak czy siak musiałam czekać aż Jonginnie się zbierze i ogarnie, w końcu miał mnie zaprowadzić do Saejin. Sam umówił się z Taeminem na jakieś treningi czy coś, byli w jednej sekcji tanecznej, więc musieli razem trenować. Modliłam się, żeby zbierał się wolniej, żeby mnie nie zawołał...
-NOONA! Jesteś gotowa?!
Dzięki Kai, teraz już wiem, że na pewno będę na czas.






____________________________
*écarté -poza tańca klasycznego, w której ciało tancerza rozciągnięte jest po przekątnej, noga podniesiona jest w bok (a la seconde(dosłownie „na sposób drugi” czyli w pozycji drugiej. Wyrzucenie nogi a la seconde oznacza tyle, co wyrzucenie jej do boku na dowolną zadaną wysokość.), tułów odgięty od podniesionej nogi, ręka odpowiadająca podniesionej nodze znajduje się w III pozycji, druga ręka jest w II pozycji, głowa odwrócona jest w stronę nogi podniesionej (é. w przód) lub od niej (é. w tył).

niedziela, 1 lutego 2015

Lekcja druga - Polityka wewnętrzna.

Witaj.
Pojawiam się dzisiaj z kolejną notką, bo dotarły mnie słuchy, że pierwsza sobota miesiąca dopiero za tydzień i jakim prawem każę wam tyle czekać ;)
więc zapraszam do czytania, komentowania i dzielenia się waszą opinią! :)
zapraszam też do działu BOHATEROWIE, gdzie pojawia się coraz więcej postaci ;)
Życzę wam udanego miesiąca i Walentynek w najlepszym gronie - czy to miłości czy przyjaciół! ♥
p.s.
piękne nagłówki i cudowny wygląd bloga zawdzięczam mojej SexyBrwiRybceBaozi ♥
serdecznie zapraszam na jej bloga! ♥
(adres znajdziecie w zakłądce 'Czytane-Polecane' na pierwszej pozycji - BaoziLove ♥)





Lekcja druga – Polityka wewnętrzna.

Pierwszy dzień szkoły minął mi zaskakująco dobrze... i szybko. Nie wiem jak złapałam kontakt z klasą i dogaduję się z większością, to dla mnie czysta abstrakcja. Jedynie wyskok młodszego kuzynka nieco wyprowadził mnie z równowagi. Wszyscy myślą, że to mój chłopak i że dlatego razem mieszkamy... Nikt nie chce słuchać moich tłumaczeń, że nie jesteśmy razem. Co ciężko wytłumaczyć skoro czekał na mnie pod klasą po zakończeniu zajęć i chwytając za rękę wyciągnął na szkolny dziedziniec.
Wróciliśmy do domu nie odzywając się do siebie po drodze. Wciąż byłam na niego wściekła i miałam ochotę go co najmniej udusić.
-Zabiję Cię Jongin! - krzyknęłam jak tylko przekroczyliśmy próg domu. - Przez Ciebie wszyscy w klasie myślą, że jestem Twoją dziewczyną! A ja jestem Twoją KUZYNKĄ!
-Serio tak szybko uwierzyli? I już nie myślą, że jestem homo? a... a. Kyungsoo?
-Kyungsoo? W sensie ten co wygląda jak sowa, przewodniczący?
-Tak, Kyungie.
-On mnie nie lubi, cały czas ma wzrok jakby chciał mnie zabić... - wzdrygnęłam się na samą myśl o wzroku tego chłopaka... chwila... - Czy Ty jesteś gejem?
-Nie wspomniałem?
Wywróciłam oczami i jakoś już nie miałam siły na niego krzyczeć. Biedny, bezbronny Jonginnie, który wolał chłopców... rozumiałam go, sama miałam w swoim krótkim życiu kilka sytuacji z dziewczyną. Moi kuzyni pytali czy miałam chłopaka... nie miałam, za to miałam dziewczynę. Ba nawet narzeczoną, zostawiła mnie kilka dni przed wyjazdem. Nowe miejsce nowe życie. Odcinamy się od biseksualizmu. Przebrałam się w pokoju z mundurka na coś wygodniejszego – kochajmy szorty i ogromne koszulki. Opadłam na poduszki mojego łóżka i dotarł do mnie pewien drobny fakt. Nie napisałam do Junhonga po przyjeździe, a obiecałam mu napisać jak bardzo mi tutaj źle.... Problem polegał na tym, że tu wcale nie jest źle. Jak delikatnie zasugerować Junniemu, że jest tu lepiej niż sądziłam. Będzie zazdrosny o moich znajomych? Chora sytuacja. Nigdy nie miałam nikogo więcej niż jego -oprócz tego razu, kiedy miałam dziewczynę-, wychowaliśmy się razem, nasze matki przyjaźniły się od czasów liceum. I nagle teraz mam mu napisać, że w sumie dobrze mi tu i że mam znajomych... głupie to, głupie.

'Kochany Junnie. … nie no brzmi już źle, ale on jest kochany!

Cześć Bunhong!
Już strasznie za Tobą tęsknie, brakuje mi Twojego towarzystwa. Chciałabym znów z Tobą iść na spacer.
Wczoraj był strasznie zabiegany dzień, nie miałam możliwości napisania, za co Cie bardzo przepraszam! Ciocia jest sama z chłopakami, a oni nie są tacy okropni jak ich zapamiętałam. Nawet można z nimi wytrzymać. Jongin widzi, że jestem tutaj zagubiona i dużo mi pomaga. Kuzyni mnie pilnują, żeby nikt mnie nie podrywał i żebym nie zgubiła się w tej wielkiej metropolii. Seul jest naprawdę ogromny.
Dzisiaj byłam pierwszy dzień w szkole. Mam bardzo fajną klasę i rozmawiają ze mną... dla mnie to dziwne, że ktoś z klasy chce ze mną rozmawiać. Siedzę w ławce z Haną, pochodzi z Japonii i jest fotografem. Bardzo chce zrobić mi sesję i sama nie wiem czy się na nią zgodzić. Nie jestem jakoś specjalnie pewna siebie, a przy takich sesjach jest to potrzebne, prawda?
Będę kończyć, bo zaraz wraca z pracy ciocia a obiecaliśmy z Jonginem posprzątać kuchnię i łazienki.
Trzymaj się tam i odezwij się do mnie szybko! Najchętniej bym do Ciebie zadzwoniła, albo pisała z Tobą smsy, ale ciągle nie mogę, prawda? Daj znać jak ta psychoza się skończy.
Xoxo
Katie.


Po co go stresować i pisać, ze już się zakochałam... na dodatek w kolesiu, którego widziałam raz i to jeszcze jak na niego wpadłam? I że wszyscy myślą, że mój kuzyn to mój chłopak. Niech się nie stresuje. Miałam ochotę pokazać ten list komuś, kto nie zna Bunhonga.
-Noona, zrobiłem już porządek w kuchni i w łazience na dole. Posprzątasz łazienkę na piętrze?
-Co? już. Tak, posprzątam... Kai, chodź tu. Przeczytaj tego maila i powiedz czy może być. - podsunęłam mu pod nos laptop i chwyciłam za szczotkę do włosów, by poskromić niesforne kosmyki przed porządkami.
-Naprawdę nie miałaś nigdy znajomych? - podniósł wzrok znad ekranu. - Poprawię nieco ten Twój list. Sprawdź sobie. A mama dzwoniła, że wróci później i chciała, żebyś spotkała się w nią w kawiarni tej niedaleko stacji. Chciała z Tobą pogadać, nie mam pojęcia o czym.
-Yhym, to posprzątam i pójdę się tam pouczyć trochę. - Uśmiechnęłam się i z uśmiechem ruszyłam na walkę z łazienką, zostawiając kuzyna z moim laptopem.

Cześć Junnie.
Przepraszam, że piszę do Ciebie dopiero dzisiaj, ale sam rozumiesz- podróż dała mi się we znaki, no i musiałam trochę przyzwyczaić się do kuzynostwa i cioci Kim. Spędziliśmy wczoraj razem sporo czasu na rozmowie i poznaniu się na nowo. Wiesz, nie widzieliśmy się długo i trzeba było się oswoić z nową sytuacją. Byliśmy na spacerze po okolicy, musiałam poznać sąsiedztwo, żeby się nie zgubić na przykład w drodze do szkoły. To ogromne miejsce i czuję się nieco zagubiona. Na szczęście kuzyni mnie wspierają i pilnują, żeby przypadkiem ktoś mnie nie podrywał. Uważają, że nie można puścić mnie samej, bo jeszcze znajdę sobie chłopaka!
Dzisiaj byłam pierwszy dzień w szkole. Mam szaloną klasę i co najśmieszniejsze – dogaduję się z nimi. Rozumiesz to? Ja i znajomi w klasie! Nikt mi Ciebie nie zastąpi- już bardzo za Tobą tęsknie, jednak potrzebuję mieć do kogo się odezwać, a z samymi kuzynami nie wytrzymam. Mam nadzieję, że szybko mnie odwiedzisz tutaj!
Poznałam w szkole młodą początkująca fotograf Hanę. Pochodzi z Japonii i bardzo chce mnie sfotografować. Sama nie wiem co o tym sądzić. Myślisz, że powinnam się zgodzić? Siedzimy razem w ławce, więc pewnie będzie mnie o to jeszcze męczyć. Poznałam też Saejin i jej bliźniaka Taemina, Kyungsoo i Zitao ( kolejny obcokrajowiec w klasie, pochodzi z Chin.)
Będę już kończyć. Czeka mnie dzisiaj jeszcze nieco prac domowych i nauka. Sam dobre wiesz, że lubię mieć dobre oceny. A muszę się wykazać jako nowa uczennica, więc wypadało by przyswoić nieco wiedzy.
Tęsknie za Tobą i mam nadzieję, że szybko do mnie napiszesz! Chciałabym zadzwonić i porozmawiać, ale nie mogę, prawda?
Trzymaj się ciepło i bądź zdrowy, jedz dużo i ucz się dobrze.
XOXO
Kate.

Noona, nie wiem co i jak, ale czemu nie możesz do niego zadzwonić? Moja mama też zna mamę Junhonga? Pogadamy jak wrócisz wieczorem? Chcę pogadać, bo naprawdę długo się nie widzieliśmy... i przede wszystkim. Dlaczego Ty jesteś Choi, skoro nasi rodzice to Kim? Mama i ciocia z domu mają nazwisko Choi, nie? Tego chyba nigdy nie zrozumiem... wyższe studia nad powiązaniami rodzinnymi? Przyjdę wieczorem jak wrócisz z mamą z kawiarni. Kai.


~~*~~


-Ciociu, dlaczego chciałaś spotkać się ze mną w kawiarni? - zapytałam znad zeszytu do koreańskiego.
-Musimy pogadać jak kobieta z kobietą. - Uśmiechnęła się do mnie i zawołała kelnera, a raczej kelnerkę. Złożyła zamówienie i w ciszy czekała, aż skończę pisać wypracowanie. Nieco niezręcznie siedziało mi się sam na sam z ciocią. Wiem, że to siostra mojej mamy i w sumie to mnie wychowywała , ale nie widziałam jej spory kawał czasu i była dla mnie na nowo obca. Kiedyś przywyknę...
-Skończyłam. - Zamknęłam zeszyt i pochowałam wszystko do torby.
-Chciałam porozmawiać o Tobie... - I tak zaczęła się kilku godzinna babska pogadanka z ciocią.


~~*~~


Obudziłam się rano wypoczęta jak mało kiedy i na dodatek przed budzikiem. Wyszłam z łóżka, ogarnęłam się i postanowiłam wykorzystać ten dodatkowy czas. Jak co dzień poszłam umyć zęby, pomalować się i uczesać. Spojrzałam na mundurek i po chwili zastanowienia ubrałam się w niego przed wyjściem z pokoju. Wtedy zadzwonił mój budzik. Upewniłam się, że w torbie znajdują się wszystkie rzeczy do szkoły i właściwie gotowa zeszłam na dół. W kuchni zastałam krzątającą się przy śniadaniu ciocię i postanowiłam jej pomóc. Zaparzyłam sobie kawę i rozkładałam na stole talerze, kubki, sztućce... śniadanie to w tym domu rzecz święta – spożywana wspólnie. Nie mam nic przeciwko temu, po prostu do tego nie przywykłam. Z rodzicami tak nie było. Jakby nie babcia, która czasem coś tam mi przygotowała do jedzenia głodowałabym albo nauczyłabym się gotować. No i tak się nauczyłam ale nieco później niż myślałam, że będzie to konieczne.
Według instrukcji cioci zaparzyłam w dzbanku zieloną herbatę i nie pozostało nic jak czekać na chłopaków. Zeszli wszyscy razem, jak mogłam się domyślać – Kai wciąż w piżamie.
Po wspólnym posiłku chłopcy pobiegli przygotowywać się do szkoły a ja spokojnie mogłam pomóc w ogarnięciu tego 'sajgonu'. Gdy pozmywałyśmy z ciocią zostało mi spokojnie pół godziny do wyjścia. Zastanawiałam się czy może, nie iść z Minseokiem, ale Jonginnie mógłby się obrazić. Chwyciłam kubek z moją kawą i usiadłam na parapecie wpatrując się w widok za oknem.
-ChenChen! Twoi kumple już na Ciebie czekają! - dobiegł mnie z przedpokoju głos Minseoka. Rzeczywiście pod bramką czekało dwóch chłopaków, którzy wesoło przywitali się z najstarszym moim kuzynem. Nie wiem jak Jongdae to zrobił, ale w ciągu pół minuty zbiegł z góry zawiązując po drodze buty i wybiegł z domu.
Nie powiem wyglądał komicznie idąc obok swojego DUŻO wyższego przyjaciela, skąd biorą się tak wysocy ludzie? Zdziwiło mnie, że Joonmyun jeszcze nie wyszedł z domu, albo nie zauważyłam kiedy uciekł. Jonginnie jak zwykle zwlekał się z góry najdłużej. Chyba trzeba będzie go nauczyć trochę dyscypliny. Zszedł dosłownie trzy minuty później, nie mogąc poradzić sobie z krawatem. Spojrzałam na niego z politowaniem, bo jak patrzeć na taką sierotkę. Wywróciłam oczami na jego zaspane i nieudolne próby walki z węzłem. Zabrałam mu kawałek materiału, przewiesiłam sobie przez szyję i w kilku zwinnych ruchach zawiązałam śliczny węzeł. Zdjęłam gotowy krawat i zawiesiłam na szyi Kaia poprawiając nieznacznie. Ubraliśmy buty, wyszliśmy z mieszkania i chwytając się za ręce ruszyliśmy w kierunku szkoły.
Młody jak zwykle odprowadził mnie pod samą klasę i zniknął za rogiem korytarza wesoło machając do kogoś z jego klasy – a przynajmniej tak sądziłam. Ledwo przekroczyłam drzwi sali gdy dopadł mnie Kyungsoo. Właściwie nie wiedziałam o co chodzi a z jego mamrotania pod nosem zrozumiałam coś o szafce i kluczu... No tak pani Jung wspominała coś o szafkach w szkole i że w najbliższych dniach powinnam swoją dostać... Jednak idąc za przewodniczącym klasy bałam się – mimo, ze miał wielkie oczy, były takie straszne, a on jeszcze chyba nie potrafi się uśmiechać. Ciężko było przekonać mój mózg, że on prowadzi mnie do szafki, a nie po to, żeby mnie zabić i zakopać... Zatrzymał się nagle, mniej więcej w połowie korytarza pełnego ogromnych metalowych regałów- podzielonych na drobne szafeczki. Wcisnął mi do ręki kluczyk z przywieszką oznaczoną grawerem ' C187'. Czyżby moja osobista?
-Twoja szafka. Możesz w niej zostawiać książki, ubrania, buty, rzeczy na zajęcia dodatkowe. Wszystko jasne? - skinęłam jedynie głową. - Kim dla Ciebie jest Kai? Wczoraj mówiłaś, że to nie Twój chłopak, a dzisiaj przychodzisz z nim za rękę?
-Jongin to mój kuzyn. -Uśmiechnęłam się lekko.- Od dziecka zawsze chodziliśmy trzymając się za ręce. Taki mamy nawyk z dzieciństwa. Faktycznie no, nie widzieliśmy się dwanaście lat, no ale... Nawyki pozostały.
-To dlatego mieszkacie razem? - mnie się wydaje, że Kyungsoo mówi spokojniejszym głosem...
-Tak, gdzie miałam mieszkać jak nie u rodziny. Nie wierzysz mi to zapytaj Minseoka, Junmyuna czy Jongdae. - Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie ktoś mi uwierzył... chyba.
-A jak blisko spokrewnieni jesteście? - Oparł się o najbliższą szafkę i przyglądał mi się, tak jakoś... dziwnie. Przypominał coraz bardziej sowę...
-Nasze mamy to siostry, a nasi ojcowie to bracia. - zaśmiałam się. - Nie martw się. Kai najbardziej bał się, że uwierzysz w to, że jest moim chłopakiem. Chyba BARDZO mu się podobasz. - Zaśmiałam się i ruszyłam w kierunku klasy.
Nie minęła chwila jak chłopak szedł obok mnie i wesoło rozmawialiśmy. A jeszcze dziesięć minut wcześniej się go bałam. Zdaje się, że jednym zdaniem dodałam sobie kolejnego przyjaciela. Ledwo znaleźliśmy się z powrotem w klasie dzwonek ogłosił rozpoczęcie lekcji.
Na dzień dobry dwie godziny matematyki... czy dzień w szkole może zacząć się gorzej?


Godziny mijały a zajęć jakby nie ubywało. Obowiązkowo na każdej przerwie Hana wręcz molestowała mnie o sesję zdjęciową, a ja naprawdę się do tego nie nadaję, co próbowałam za każdym razem jej oznajmić – daremne moje trudy. Nawet nie mogłam spokojnie pójść do taolety. ' Katie proszę bądź moją modelką.' Obiecałam, że sprawę przemyślę – chociaż zdanie swoje dawno znałam.
Ostatnią przerwę obiecałam sobie, że poświęcę na znalezienie odpowiedniego zajęcia poza lekcyjnego. Na szczęście szkołą oferowała sporą ofertę w tym zakresie. Zajęcia muzyczne, dziennikarskie, dodatkowa matematyka, warsztaty aktorskie... Podeszłam pod tablicę z rozpiską wszelkich zajęć tego typu i dokładnie analizowałam każdy punkt który mnie ciekawił.
W swoim magicznym notesie wypisałam kilka dla mnie najciekawszych i postanowiłam rozważyć te opcje- wszystkie ich za i przeciw.
Z ostatniej godziny nie pamiętam nic... oprócz molestowania mnie przez Hanę. Ja rozumiem, że ona ma terminy, że nie może znaleźć ' świeżej' modelki – cokolwiek to znaczy- ale DLACZEGO AKURAT JA?! Chyba dla świętego spokoju powiedziałam jej, że okej, może mi zrobić tą sesję... Jej strata jak zdjęcia nie wyjdą.

~~*~~

Piętnastominutowy bieg, a może raczej sprint wokół sali- to tak na początek. Seria skłonów, brzuszków, przysiadów płotkarskich, pajacyki. Przejście do czegoś ' pożyteczniejszego'. Skipy, wszystkie znane rodzaje, rozgrzanie stawów skokowych, pachwin. Jeszcze tylko skrętoskłony i brzuszki.
Dziewięćdziesiąt osiem, dziewięćdziesiąt dziewięć, STO. Wdech, wydech, wdech, wydech. Pierwsza część rozgrzewki zakończona. Z ogółu przechodzimy do szczegółu.
Plie!. Raz, dwa, trzy, cztery... Zbyt długa przerwa nie działa korzystnie na mój poziom. Zwykłe plie daje mi się we znaki... developpe. Utrzymać ciało w tej pozycji jest jeszcze gorzej. Tu przynajmniej mamy więcej ruchu. Ale dlaczego developpe przed port de bras? Jaka szkoła taki styl. No cóż. battements, rond de jambe, releve... Ciało coraz bardziej odmawia posłuszeństwa. Jeszcze tylko tendu i port de bras. Wysiadam. To był zły pomysł. Grupa zaawansowana zaczyna trenować choreografię, mogę tylko na nich patrzeć z utęsknieniem. Trenerka postanowiła z nas – to znaczy grupy początkowej wycisnąć ostatnie poty i łzy. Puenty. Puenty, puenty, puenty i jeszcze raz puenty. Tak długo dopóki CAŁA grupa nie wykona ćwiczenia poprawnie. Patrzymy po sobie z nienawiścią za każdym razem gdy komuś nie zechce się dobrze obciągnąć stóp. Baletki to już chyba wrosły mi się w stopy. Nie kontroluję łez płynących mi z oczu. Nieopisany ból promienieje od czubków palców przez łydki po same pachwiny. Wytrzymywałam cięższe treningi, dlaczego teraz tak to boli? Czułam, że wieczory w domu spędzę na wielogodzinnych treningach i ćwiczeniach rozciągających.
-SUIVI! PAS DE BOURREE!
Głos trenerki piszczy mi w uszach. Naprawdę? Suivi, teraz? Żadna z nas nie jest w stanie utrzymać się na pointach, a trenerka wymaga od nas poprawnego pas de bourree? 'Płyniemy' po naszej części sali, idealnie wyprostowane, w nienagannych pozycjach. W uszach brzmią nam uwagi nauczycielki, wzrok zamazany, ból staje się jakby mniejszy. Ach, do bólu po prostu się przyzwyczaiłam. Daję z siebie wszystko, żeby jak najszybciej dołączyć do grupy zaawansowanej. Przynajmniej do dziewczyn z drugiego, ba nawet trzeciego planu. 'Pas seul' obiło mi się o uszy więc minimalnie odwróciłam głowę w kierunku dziewcząt na puentach w idealnie białych tutu po drugiej stronie sali. Nie uszło to uwadze trenerki, która od razu mnie skarciła za moją ' nie-idealność'. Pokornie spuściłam głowę, by po sekundach wrócić do pozycji wyjściowej i pełna gracji w czarnym body i białych rajstopach w najzwyklejszych baletkach ćwiczyć dalej suivi.
Pas de chat – koci skok, uśmiechnęłam się na samą myśl. Delikatnie przeskakiwałam to w prawo to w lewo stosując się do głośnych uwag trenerki. Chyba chciała nas przeciągnąć przez wszystkie możliwe pozycje, nie miałam nic przeciwko. Wciąż jednak czekałam na pas de ciseaux i moją ulubioną arabeskę. Wszystko łączyło się ze sobą. Trenerka zauważyła, ze 'lekko' odstaję od grupy, więc zostawiając resztę przy skokach dostaję kolejne ćwiczenia, do samodzielnego wykonania. Tours lent. Naprawdę mogłam zacząć obroty? Arabeska! Moja ukochana arabeska! Powoli z gracją. Tour de arabesque. Attitude a'la seconde, croisee, effacee, ecartee.
Ból odszedł w zapomnienie, pozostałą czysta przyjemność z tańca i wykonywania coraz to kolejnych obrotów w dużych pozach. Byłam coraz bliżej założenia ponownie puent. Możecie nazwać mnie masochistką, ale ten ból jest tego warty.
-CHOI KATE!
-Tak, Seo sonsaengnim? - czy jej głos był zawsze taki... przerażający?
-Tire-bouchon. Sur le cou-de-oied. Jak to przećwiczysz, rozciągnij się i idź do szatni. Na następne zajęcia przynieś puenty i spódnicę do ćwiczeń, ale nie tutu! Grupa średnio-zaawansowana wita.
-Oczywiście. Dziękuję bardzo, Seo sonsaengnim!

Podeszłam do drążka po raz kolejny i jak zaklęta trenowałam na zmianę obie pozycje nóg. Nawet nie wiem kiedy minęło tyle czasu, że najbliższa z dziewcząt szturchnęła mnie w ramię mówiąc coś o rozgrzewce. Nigdy nie lubiłam nazwy 'końcowa rozgrzewka' ale inaczej nie da się tego określić. Zestaw ćwiczeń, aby nie dostać zakwasów. Po takiej dawne ruchu, nagłe zaprzestanie nie wróży nic dobrego. Trzeba po prostu powoli rozciągać swoje mięśnie i uspokajać je. Pokazać im, że wracamy do swojego trybu, że nie będą intensywnie pracować, po prostu powolnym krokiem wrócimy spacerem do domu. Ostatni skłon, ostatni plie, ostatnie zejście z I baletowej. Głęboki wdech i można odejść do szatni.
Spojrzałam na zegarek w moim telefonie, dochodziła godzina 20, a ja jeszcze nie w domu. Przebrałam się najszybciej jak mogłam, wrzuciłam body wraz z baletkami do torby i rozplatając po drodze kok pobiegłam w kierunku domu. Serce biło mi jak oszalałe, myśli kłębiły się w głowie. Co ja powiem cioci i chłopakom, przecież nie przyznam się, że chodzę na zajęcia z baletu. Gdzie ja do baletu... nie wyglądam na baletnicę.
Weszłam do domu punkt dwudziesta... Uśmiechnęłam się wesoło do cioci i zostawiając torbę w przedpokoju usiadłam ze wszystkimi do kolacji. Obyło się bez pytań, jakoś tak cicho i spokojnie. Odeszłam od stołu jako pierwsza, marzył mi się już prysznic i przepranie body po naprawdę ciężkim treningu.
-Dziękuję bardzo za posiłek. - uśmiechnęłam się grzecznie. -Jonginnie, ostatnio chciałeś pogadać, prawda? Przyjdź do mnie później, dobra?
Chwyciłam swoją torbę i ciągnąc ją za sobą wdrapałam się na moje prywatne poddasze. Podeszłam do łóżka po piżamę i zamknęłam się w łazience. Sam prysznic zajął mi bardzo dużo czasu, nie wspominając o przepraniu, a raczej wypraniu stroju.
Wychodząc z łazienki o mało nie dostałam zawału, na widok Kaia, leżącego na dywanie. Zaśmiał się wesoło wskazując na dwa parujące kubki na stoliku, do tego ten słodki zapach czekolady, skąd on mnie tak dobrze znał? Może to mój zaginiony brat bliźniak... nie. Za wysoki i za przystojny na mojego bliźniaka. Po prostu zapamiętał z dzieciństwa nasze długie nocne pogaduchy i zabawy przy gorącej czekoladzie. Rzuciłam ręcznik na oparcie krzesła i położyłam się obok niego.
-Pewnie chcesz znać odpowiedzi na te pytania, które dorzuciłeś w mailu? - nie musiał odpowiadać. Wiedziałam o tym. - więc słuchaj uważnie bo powiem to tylko raz. Nie mogę zadzwonić do Junniego, bo jego mama skutecznie utrudnia nam komunikację. Uważa, że nie jestem ODPOWIEDNIM towarzystwem, dla jej syna. Z tego co wiem to Twoja mama też, zna panią Choi, ale nie przepadały za sobą.
-A co z tym nazwiskiem? - przerwał mi podając kubek.
-Urodziłam się przez przypadek a Hyun-su, w sensie tata nigdy nie uznał mnie jako córki, więc używam nazwiska mamy. Nie wiem dlaczego tak właściwie tata mnie nie uznał jako swoje dziecko, najprawdopodobniej nie chciało mu się iść do urzędu. Wiesz za dużo z tym wszystkim roboty. A tak 'wychował' mnie, teraz pozbył się z domu. Zresztą i tak wiecznie go nie było. Szkoda gadać. Taki z niego ojciec... mam nadzieję, że mój mąż nie będzie takim kretynem!

Zaśmialiśmy się głośno i przez dłuższą chwilę nie potrafiliśmy się uspokoić. Rozmawialiśmy dopóki czekolada się nie skończyła, a zegar nie wybił pierwszej w nocy. Czułam, że poranek będzie ciężki, miałam tylko nadzieję, że nie zaśpię już czwartego dnia w szkole. Wygoniłam młodego do jego pokoju, pościeliłam swoje łóżko i opadłam na nie bez sił jak tylko zgasiłam światło. Nigdy nie sądziłam, że życie w Seulu będzie takie wesołe, takie spokojne.
Ostatni raz spojrzałam za okno. Księżyc był duży, jasny i przede wszystkim pełny. Jego srebrna poświata przebijała się przez okno oświetlając delikatnie moją sypialnię i usypiając mnie powoli. Oby następny dzień był równie piękny.
I żeby budzik nie zadzwonił zbyt wcześnie.

niedziela, 4 stycznia 2015

Lekcja pierwsza - Wprowadzenie do tematu zajęć.

Tak wiem, wiem, sobota była wczoraj a ja spóźniam się już z pierwszym rozdziałem - SHAME ON ME!
Jednak to przez bardzo złe samopoczucie - przespałam praktycznie cały dzień :<
Tym samym pierwszy rozdział przybywa z jednodniowym opóźnieniem, ale mam nadzieję, że to mu nie ujmuje ;)
Zapraszam do czytania i komentowania!
pozdrawiam! Kate ;)



Lekcja pierwsza – Wprowadzenie do tematu zajęć.

Szlag by to wszystko. Człowiek się stara. Ściele rano łóżko, sprzątam za sobą, zmywam naczynia, grzecznie się odnoszę. Jestem pilną uczennicą... i za karę wyjeżdżam do Seulu do rodziny, której nie widziałam ze ostatnie... blisko dwanaście lat.
To nie tak, że nie chce jechać do Seulu. Stolica i te sprawy, elitarne liceum... SUPER. Ja po prostu boję się spotkania z ciocią i wujkiem... i z bandą moich kuzynów. Minseok, Joonmyun, Jongdae i Jongin. Ostatni kontakt mieliśmy gdy miałam pięć lat, a jedyne zdjęcie z tamtego czasu stoi na półce nad moim biurkiem. Rozkoszne dzieciaki z nas wtedy były. Wszyscy się zmieniliśmy, dorośliśmy. Przecież nawet ja nie jestem tą uroczą dziewczyneczką z dawnej fotografii. Moja mama jednak sądzi, że doskonale się z nimi dogadam. Ciocia zresztą już przygotowała mi pokój... rodzice podjęli decyzję. Mnie nie zostało nic innego jak spakować resztę rzeczy... i pożegnać się z Junniem!
-MAMO WYCHODZĘ! - krzyknęłam łapiąc w biegu bluzę.
-Gdzie znów biegniesz? KATE?
No cóż, chyba odpowiedziały jej zamykane drzwi... bo słyszałam ją przez okno... bywa. W biegu pisałam smsa do Junhonga, żeby był w domu bo bez pożegnania z nim nigdzie nie jadę. A miałam jechać już dzisiaj wieczorem, żeby rano być na miejscu. Dziękuję rodzice, że nawet mnie nie odwieziecie...

Oto ja sierota, stoję sama na peronie w Seulu czekając na moich kochanych kuzynów... a ich nie ma. Nieco się boję, sama w obcym mieście... wiem, że w niedzielę o 6 rano ludzie śpią też bym z chęcią spała... A pro po spania. KOFEINA. Z tego co wiem, za stacją była kawiarnia... może będzie teraz otwarta, ba może jeszcze w ogóle istnieje. Przecież w ciągu tych dwunastu lat mogło się tyle zmienić. Kto nie ryzykuje ten nie traci. A ile może zyskać! Kawo nadchodzę!.
Kawiarenka się rozbudowała i teraz na jej miejscu jest duża ładna kawiarnia. Na moje szczęście czynna. Co za tym idzie mogę się rozsiąść nad kubkiem porannej kawy i poczytać co się dzieje w internecie. Zaktualizować w głowie miejsce pobytu jako Seul. Chcę wrócić do Makpo.
Siadam przy stoliku pod oknem. W całej sali oprócz mnie jest może pięć osób. W zasięgu mojego wzroku, dwie studentki po imprezie, starszy pan z gazetą, mężczyzna w wieku około czterdziestki z dużo młodszą dziewczyną. Wszystko obsługuje kelnerka nie wiele starsza ode mnie. Zauważyła mnie dopiero po chwili, ale nie przeszkadza mi to.
- Dzień dobry, co podać?
- Dzień dobry. Poproszę duże latte z syropem czekoladowym. Do tego kawałek tarty z owocami i bitą śmietaną. - Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.
- Oczywiście, coś jeszcze? Polecamy menu śniadaniowe. - Widzę, że jest naprawdę dobrze wyuczona.
- Nie dziękuję to wszystko.
Uśmiecham się gdy odchodzi i opieram się w fotelu. Sama nie wiem dlaczego zgodziłam się na wyjazd tutaj - a no tak, nie miałam wyboru. Nie zapowiada się najlepiej, a moich kochanych kuzynów wciąż nie ma... chociaż właściwie... skąd mam wiedzieć jak oni wyglądają. Na upartego adres mam zapisany w telefonie. Jeśli do godziny się nie zjawią, sama tam pojadę. Właściwie od czego są mapy, zaraz sprawdzę jak musiałabym jechać... ah to ja zjem i pójdę. Nie sądziłam, że będę mieszkać 10minut spacerem od peronu, chociaż w kawiarence nie słyszę nic z dworca.
Kelnerka z uśmiechem stawia przede mną kawę i ciasto. Dziękuję jej z uśmiechem, nawet nie wie, że właśnie ratuje mi życie. Upijam łyk naprawę dobrego latte i zaczynam żyć. Chociaż w mojej głowie kłębią się najróżniejsze myśli. Po co ja Choi Kate w ogóle przyjechałam do nieszczęsnego Seulu. Seul wciąż mi się nie podoba, mimo że mają genialne latte i boską tartę z musem truskawkowym. Chociaż jak przestanę marudzić i przyzwyczaję się.. zaaklimatyzuję się tutaj przez te kilka dni jak będę regularnie chodzić do szkoły. Przeniosłam się nagle na szczęście na początku semestru. A wszystko za zbyt późny powrót ze spaceru z Junniem, kolejny raz. Wiem, że mama go nie lubi, bo jest nieco młodszy, ale od razu wysyłać mnie na drugi koniec Korei?! Za co? Nie ważne, nikt nigdy nie zrozumie toku myślenia mojej rodzicielki...
Po wypiciu kawy, zjedzeniu genialnego ciasta i uregulowaniu rachunku przyszła pora na ruszenie tyłka i stawieniu czoła nowej rzeczywistości. Wdech wydech i do boju. Zarzuciłam na ramiona mój sweterek chwyciłam walizkę i ruszyłam. Jeśli wierzyć kawiarnianemu zegarowi było już po 8. Naprawdę siedziałam tutaj ponad dwie godziny? Rzuciłam uprzejme 'do widzenia' zrobiłam dwa kroki w przód i wpadłam na kogoś, a że to jestem JA największa fajtłapa jaką widział ówczesny świat... odbiłam się i wywaliłam, siadając na podłodze. No większego wstydu mieć nie można.
- Przepraszam, tak szybko wchodziłem, nie chciałem. Nic pani nie zrobiłem? Wszystko w porządku? - nawet nie wiem kiedy z jego pomocą podniosłam się do pionu. I wtedy do mnie dotarło. Mówiłam, że kawa i ciasto było boskie? Zmieniam zdanie, przede mną stał MŁODY BÓG WE WŁASNEJ OSOBIE. Wysoki, przystojny i ten głos... o boże. Czy można zakochać się w głosie?
- Nie, nic mi nie jest. Przepraszam również, nie patrzę jak chodzę. - Czułam jak powoli... a może nieco szybciej robię się na twarzy czerwona i już miałam nadzieję, że ten młody bóg tego nie widzi. - Pójdę już, spieszę się. Do widzenia.
Nie wiem jakim cudem się uśmiechnęłam i zaraz uciekłam. Ale głos tego chłopaka będzie mnie molestować w snach...
Moje szczęście ze skręcałam w najbliższy zaułek, oparłam się o murek, kilka głębokich wdechów i wtedy dopiero mogłam ruszyć przed siebie uspokojona. Dlaczego po świecie chodzą tacy faceci?! Pytam dlaczego?! Kolejne trzy głębokie wdechy i oto jestem przed moim nowym domem. Ciotka pewnie mnie nie pozna... co za tym idzie należy wyczarować z torebki zdjęcie, które spakowałam jako ostatnie. Przyda się, coś czuję.
Trzy głębokie wdechy – puk, puk, puk do drzwi i... cisza. A nie, ktoś idzie, serce mi zaraz stanie, a jak to nie ten dom?! Jak się pomyliłam. Otwiera mi kobieta w wieku około czterdziestki, chociaż mogłabym przysiąc, że ma niewiele więcej lat ode mnie. Mierzy mnie surowym ale ciepłym wzrokiem, jej wiek zdradzają drobne zmarszczki wokół oczu. Uśmiecham się niepewnie...
- Dzień dobry ciociu. - Moja nieśmiałość to moje przekleństwo w tej chwili. Wyciągam z kieszeni ramkę z fotografią i podaję jej.
- Kate! Dziecko drogie! Nie poznałam Cię, jaka pannica z Ciebie wyrosła. Miałaś być wieczorem kochanie. Wejdź, pewnie jesteś głodna, no chłopcy by Cię nie poznali. Jak wyrosłaś! A jakie masz długie włosy...
Takiego słowotoku to nawet ja nie dostawałam. Ciocia Kim mnie wyściskała i zabrała do pokoju. Mojego pokoju na poddaszu. Był prosty, bardzo prosty. Białe ściany, wielkie łóżko, biurko, szafa, szafki, biblioteczka. No i taki mały stolik nocny. Zostawiłam walizkę i za ciocią poszłam do kuchni. Na dzień dobry zaparzyła mi zieloną herbatę, doprawiając ją chyba nieco wanilią. Takiej pysznej herbaty dawno nie piłam.
- Zaraz będzie śniadanie. Chłopcy zawsze wstają około 9, więc wspólnie zjemy śniadanie jeśli nie masz nic przeciwko.
- Oczywiście!- Jej uśmiech był taki ciepły. Zmieniam zdanie, tu nie będzie tak źle, chyba.
- O chłopcy jak dobrze, że już wstaliście. Szybko ubrać się i zaraz będziemy jeść. Katie już przyjechała. Poznajecie ją?
Stanęłam przodem przed moimi kuzynami i stwierdzam fakt, że w życiu nie poznałabym ich na ulicy. Wyrośnięci, przystojni jak nie wiem. Okej trójka z nich była chyba tego samego wzrostu, ale ten jeden to był wyższy od nich o dobre dziesięć centymetrów. Robiłam wielkie oczy, bo naprawdę próbowałam w nich rozpoznać te dziecięce uśmieszki ze zdjęcia.
- To jest Minseokkie, obok niego stoi Jongdae. Joonmyun i najwyższy a najmłodszy Jongin. - Ciocia przyszła na ratunek.
- W życiu bym was nie poznała! Wielkoludy!
- Się odezwała. Dwanaście lat temu byłaś słodką dziewczynką. A teraz to będę musiał uważać jak gdzieś z Tobą pójdę żeby Cię nie porwali i nie podrywali za bardzo. Naprawdę jesteś moją kuzynką? Tą samą Kate z wybitym zębem?
- Mam Ci przypomnieć kto mi go wybił Jongin?
I w tym momencie wszyscy parsknęliśmy śmiechem i aż miałam ochotę ich przytulić. I chyba czytali mi w myślach bo sami się przytulili.
Minseok miał krótkie rudawe włosy sterczące we wszystkie strony i cholernie schudł. Zapamiętałam go jak taką okrągłą rybkę, a zrobił się naprawdę mega przystojny... Z tego co wiem studiował. Gdzie, dowiem się później.
Jongdae miał krótkie i naturalnie ciemne włosy, bardziej jednak wpadające w brąz niż typowo czarne. Podał się bardzo w wujka, był tak samo przystojny. Był typowym facetem, za którym pewnie nie raz obejrzałabym się na ulicy.
Joonmyun stał nieco na uboczu, miał najkrótsze włosy, brązowe- chociaż farbowane dobrze w nich wyglądał. Ale wydaje mi się, że wciąż był tym typem, który nie miesza się w sprawy innych a moja obecność była mu obojętna.
No i został Jongin. Najmłodszy a chyba najprzystojniejszy. Dłuższe czarne włosy, słodki uśmiech, którym pewnie zabił nie jedną dziewczynę. Chłopak ma zaledwie szesnaście lat a wzrostu... dostaje przy nich kompleksów.
Nie minęło pół godziny jak zasiedliśmy wspólnie do śniadania... wspólnie tzn – ja, ciocia i chłopcy. Jak dowiedziałam się nieco później wujek zostawił ich w zeszłym roku i wtedy też ciocia odezwała się do mojej mamy. Wydaje mi się, że ta historia będzie musiała poczekać na opowiedzenie. Nie naciskam, przyjdzie czas to ciocia sama się wygada.
Po śniadaniu przyszedł czas na wspólne sprzątanie i po prostu bycie razem. To było dla mnie coś całkowicie nowego. W domu nie było czegoś takiego jak 'czas wspólny', każdy żył sam dla siebie. A tutaj się rozmawiało, śmiało, było się razem. Z chęcią przystałam na takie warunki, zdecydowanie tu było lepiej niż w domu. Trzeba będzie o tym napisać potem Junniemu!
Do obiadu rozmawialiśmy o tym co się działo przez ostatnie dwanaście lat. Dowiedziałam się że Jongin uczęszcza na lekcje baletu i tańców towarzyskich. Sama kiedyś tańczyłam, ale za karę musiałam przestać. Seokkie wybrał studia dziennikarskie na Uniwersytecie Seulskim, Jongdae myślał nad zostaniem wokalistą, a Myun planował zostać ekonomistą. On zawsze był taki poukładany... No i padło pytanie kim ja chcę zostać i tu zamilkłam. Zawsze ciągnęło mnie do tańca, ale gdzie ja teraz po takiej przerwie ruszę z tańcami.. Myślę nad zostaniem aktorką, ale żeby tego dokonać – długa droga w męczarniach nieśmiałości do tego.
- Ja nie wiem, myślałam nad aktorstwem, ale to ciężki zawód i nie wiem czy bym sobie poradziła. - powiedziałam cicho chowając się w sobie.
- Taka ładna a taka nieśmiała. Noona masz Ty chłopaka? - Ten jego cholerny uśmieszek...
- Nie, mam niecałe siedemnaście lat po co mi chłopak? - I skuliłam się w sobie jeszcze bardziej.
- Słodka jesteś jak się czerwienisz, będzie trzeba Cię pilnować, bo jak zaczną Cię podrywać to sobie nie damy rady... że też nie będziesz z żadnym z nas w klasie... - Jongdae zaczął intensywnie myśleć. - Kkamjong! A ten Twój Taemin to nie jest z rocznika Kate?
- Emmm no tak. I nie mów o nim tak. To tylko mój przyjaciel... Może noona trafi do klasy z nim i jego siostrą. Wtedy Saejin będzie jej pilnować, bo Taeminowi bym nie ufał w tej kwestii...
- A może mnie ktoś oświecić dlaczego o mnie mówicie i o co chodzi? - spoglądałam na moich dyskutujących kuzynów z lekkim zdezorientowaniem. Uśmiechnęli się niemal jednocześnie i odezwał się Minsokkie.
- Nasza słodka Katie. Sama musisz przyznać, że jesteś delikatnie mówiąc bardzo ładna i do tego niezwykle nieśmiała. Domyślam się, że także nieco mało asertywna i niezbyt pewna siebie w nowym miejscu. Spokojnie, przywykniesz, odzyskasz pewność siebie i nauczymy Cię asertywności. Jednak zanim to nastanie ktoś Cię musi w szkole pilnować, żeby Cię za bardzo nie podrywali. Skoro TAK wyglądasz w jeansach i rozciągniętej koszulce to boję się wiedzieć jak wyglądasz w mundurku i ile osób będę musiał pobić za próbę zbliżenia się do Ciebie za bardzo. - O ile to tylko możliwe zrobiłam się na twarzy czerwona... takie słowa od własnego kuzyna... mamo.
- Chłopcy mają rację. Póki się nie oswoisz z miejscem trzeba będzie Cię przypilnować.
Z trudem przyznałam im wszystkim rację. W nagrodę za bycie grzeczną siostrzenicą ciocia wysłała mnie po obiedzie na spacer po okolicy z chłopakami. Żebym się zapoznała z terenem, żebym bez problemu docierała do szkoły – nie ważne, że i tak będę chodzić głównie z chłopakami... nie powiem, że takie łażenie po tych okolicach dobrze mi zrobiło. Wiedziałam, gdzie mogę biegać do sklepu, wiedziałam gdzie szukać apteki, którą drogą iść do szkoły a jak do parku. Tak park był tak blisko! To było dla mnie najważniejsze, bo gdzie najlepiej się uczyć w lato jak nie na świeżym powietrzu. Okej, okej zawsze najlepsza nauka to nauka przy kawusi. Ale kawiarnia jest dosyć niedaleko, więc można zabrać na wynos.
Jongin chwycił mnie za rękę i pociągnął lekko, najwyraźniej musiałam się nieco zamyślić. Uśmiechnęłam się, ale nie puściłam jego ręki. Czułam się bezpieczniej idąc z nim razem.
- Jak byliśmy dziećmi zawsze tak chodziliśmy. Mogę znów chodzić z Tobą za rękę?
- Jasne Jonginnie. - uśmiechnęłam się szerzej na jego propozycję. Rzeczywiście, jako dzieci najlepiej dogadywałam się z nim. Może dlatego, że jest tylko pięć miesięcy młodszy. Mieliśmy podobne charaktery, podobne pomysły. Był taki inny od braci. Ścisnęłam mocniej jego rękę. - Tęskniłam za Tobą młody, przez te lata.
- Ja za Tobą też.
Wróciliśmy do domu pod wieczór, a w kuchni czekała na nas kolacja. Ciocia Kim chyba chciała mnie rozpieścić już w pierwszym dniu. Po kolacji według grafiku zmywał Joonmyun. Oprowadzona po moim poddaszu dowiedziałam się, że mam własną łazienkę z której po całym dniu z chęcią skorzystałam. Szybko rozpakowałam część swoich rzeczy, reszta i tak miała przyjść na dniach w kartonach... kochani rodzice. Odszukałam kosmetyczkę, jakąś koszulkę możliwą do spania i moje kochane jaskrawo różowe leginsy – tak przygotowana mogłam iść się kąpać. Szybki prysznic z myciem włosów sprawił, że poczułam się jak nowo narodzona... ale jednocześnie dopadło mnie takie straszne zmęczenie. Wyszłam z łazienki w mojej nietypowej piżamie i zastałam tam ciocię.
- Przyniosłam Ci mundurek. Rano włożysz go do szkoły, kochanie. A teraz zmykaj spać. Jonginnie pójdzie z Tobą dopełnić formalności.- Pocałowała mnie w czoło i skierowała się do drzwi. - Ah, zapomniałabym. Jakby Cię w szkole pytali o rodziców. Teraz ja jestem Twoim opiekunem prawnym, skarbie. Słodkich snów.
- Dobranoc Ciociu.
Więc teraz nie mam rodziców a opiekuna prawnego. Chwyciłam mojego pluszowego królika i ledwo dotknęłam poduszki zasnęłam...


- Nie ma szans, nie pójdziesz tak do szkoły! Mamo, zrób z nią porządek!
- Minseok oppa, a jak mam iść skoro to mój mundurek? - Zaśmiałam się spinając włosy w wysoki kucyk.
Ciocia wręczyła wszystkim przygotowane drugie śniadanie i poszła zająć się pracami ogrodowymi. Seokkie wyszedł z domu jako pierwszy tłumacząc się jakąś pracą semestralną. Z korytarza usłyszałam niewyraźne wołanie Joonmyuna, na które Jong zerwał się z miejsca. Po chwili trzasnęły drzwi a sam chłopak biegł w kierunku dwóch idących powoli chłopaków, zapewne z jego klasy. Miałam jeszcze chwilę by posiedzieć przy oknie i dopić herbatę, w tym czasie widziałam trzech wychodzących moich kuzynów i wciąż czekałam na najmłodszego. Zszedł moment później poprawiając krawat. Uśmiechnęłam się niepewnie i chwytając torebkę ruszyłam się z wygodnego krzesła. Zawiązałam na nogach trampki i gotowa byłam do wyjścia. Kolana miałam jak z waty... taka zestresowana to ostatnio byłam chyba w podstawówce na turnieju ogólnokrajowym. Młody chyba widział moje nerwy bo jak tylko wyszliśmy przed dom chwycił mnie za rękę i uśmiechnął się tak... pocieszająco. Podniosło mnie to na duchu. Chociaż na chwilę. Szkoła mieściła się dosłownie dwie ulice dalej. Przystanęłam zanim dałam radę wejść do środka. Chłopak zaprowadził mnie do pokoju nauczycielskiego, ale tam musiał zostawić mnie samą.
Chryste. Stres mnie zjadł, na szczęście uprzejma pani Jung wspierała mnie i wszystko spokojnie wytłumaczyła. Miałam czekać na nią przed salą klasy 2-C, jak się tam dostanę... Jongin jeden wie. Wyszłam ściskając w dłoniach plan zajęć i jakieś papiery do podpisania dla cioci. Pierwsze co zrobiłam po wyjściu to przytuliłam mojego zdezorientowanego kuzyna.
- Czyli to prawda, że Kai przyszedł do szkoły z dziewczyną. No nie wierzę. Kai kiedy zmieniłeś orientację? - Przed nami stanęła dziewczyna w długich farbowanych na blond włosach, co bardzo jej pasowało.
- To tylko moja...
- Tak wiem, wiem. W jakiej klasie jesteś?- tym razem zwróciła się typowo do mnie.
- W 2-C...
- Czyli ze mną. Lee Saejin. Muszę przedstawić Cię Hanie... szuka nowej modelki.
- Saejin noona. Zaopiekujesz się Kate nooną? Twojemu bratu nie ufam... - jeśli wzrok by zabijał to mój biedny kuzyn leżałby trupem.
- Jeszcze pytasz? Jest taka śliczna, że te harpie zaraz by ją rozszarpały. Zajmiemy się nią z Haną... Więc gołąbeczki jak porywam pannę młodą na zajęcia. A właśnie Kai, wpadnij potem Taemiś Cię szuka. Na razie!
Zostałam porwana od swojego towarzysza i potulnie szłam za Saejin. Milcząc i buracząc. Zadzwonił dzwonek a z klas zaczęli wypływać uczniowie z 'zerówek' czyli zajęć dodatkowych. Podniosłam wzrok i w tłumie mignął mi mój kuzyn w towarzystwie kilku chłopaków i dziewczyn. Blondynka zatrzymała się przed klasą. A ja o mały włos na nią nie wpadłam. Zdezorientowana zauważyłam, że patrzy się na mnie całkiem spora liczba osób więc skuliłam się w sobie, przeklinając to, że spięłam rano włosy w kitkę.
- No więc moi drodzy. Plotka okazała się prawdą. Kai przyszedł do szkoły z dziewczyną. To jest Kate i od dzisiaj jest z nami w klasie. - uśmiechnęła się do mnie mało pocieszająco, a ja próbowałam wymusić jakiś uśmiech, grymas przypominający uśmiech... whatever. - Więc teraz tak. Ten głupi rudzielec to mój brat Taemin. - Spojrzałam na wskazanego chłopaka. Całkiem słodki jak na 'głupiego rudzielca'. - Obok niego jest Kyungsoo, nasz przewodniczący i Zitao, nasza pandzia. - Posłała mu jeden z najsłodszych uśmiechów. - Tu jest grupa uczniów, których nie musisz kojarzyć, ale pewnie i tak ich w końcu zapamiętasz, w końcu są z nami w klasie. A obwieszona aparatami i obiektywami w kącie siedzi Hana. Pochodzi z Japonii i ma niezłego świra na punkcie robienia zdjęć, w czym jest totalnie genialna. HANA! Mam dla Ciebie nową modelkę. Kate, DZIEWCZYNA KAIA. - ostatnie podkreśliła tak dobitnie, że aż zadzwoniło mi w uszach... chwila. Jaka dziewczyna?
- Em... Jongin to nie mój chłopak...
- Jasne, każdy się tłumaczy.
Z opresji wyrwał mnie dzwonek na lekcje. Cała grupa uśmiechając się niepewnie weszła do klasy zostawiając mnie na pustoszejącym korytarzu. Kilka sal dalej za drzwiami znikał Jongdae. Więc przynajmniej on jest blisko. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nauczycielka przybyła po niecałych dwóch minutach, zapraszając mnie do środka. Błagam niech jakaś ławka z tyłu będzie wolna, najlepiej przy oknie... Ostatnia ławka przy drzwiach jest cała wolna. Zawsze jakaś nadzieja. Profesorka sprawdziła listę obecności i poprosiła, żebym sama się przedstawiła. Jak się nazywam, skąd jestem, jak długo tu jestem i co robię w wolnych chwilach...
- Cześć, Nazywam się Choi Kate. Pochodzę z Makpo, do Seulu przyprowadziłam się dosłownie wczoraj rano. W wolnych chwilach czytam książki, chodzę na spacery i uczę się... - oficjalnie zabrzmiałam jak kujon. Prawda jest taka, że jestem kujonem bo nie mam znajomych.
- Tak. Miło nam Cię poznać. Zajmij miejsce... Hmm, Komatsu, miejsce obok Ciebie jest wolne prawda?
- Tak, pani profesor. - odezwała się dziewczyna w krótkich czarnych włosach, w której rozpoznałam Hanę z korytarza.
- Więc usiądziesz z Haną. A teraz zapiszemy temat nowych zajęć...
Poczłapałam do miejsca na środku sali czując na sobie wzrok wszystkich. Gdy wypakowałam podręczniki przede mną leżała karteczka.
' Hana jestem, początkujący fotograf. '
Uśmiechnęłam się do niej i odpisałam szybko i krótko ' Katie.' Podsunęłam jej kartkę i zabrałam się za robienie notatek. Chwilę później poczułam jak dziewczyna wsuwa mi kartkę pod zeszyt.
' Jakieś plany na sobotę?' Wywróciłam oczami. Dopiero co przyjechałam, hello. ' Nic mi nie wiadomo.' Oddałam znów kartkę Japonce. Nie zdążyłam napisać nawet trzech zdań dyktowanych przez profesorkę, jak 'rozmowa' wróciła do mnie. ' W takim razie porywamy Cię z Saejin na sesję. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Tylko nie planuj już niczego na sobotę. Jak nie oddam tej sesji to zawalę robotę i kurs. Bądź moją modelką ♥' Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie odpisałam i zajęłam się robieniem notatek. Czułam, że i tak w tej sprawie dopadnie mnie na przerwie.
Dzwonek moje zbawienie. Ledwo z klasy wyszła profesorka wślizgnął się do niej Jongin. Podszedł jak gdyby nigdy nic i najzwyczajniej na świecie przy wszystkich przytulił. Spłonęłam tam i wtedy.
- I jak wytrwałaś pierwszą godzinę noona? - Ten jego uśmieszek to ja mu spędzę z twarzy.
- Jakoś... Bo wszyscy myślą, że...
- KAI! Słuchaj ja potrzebuję w sobotę Twoją dziewczynę do sesji. Ja Ci ją porwę, okej? Oddamy z Saejin w jednym kawałku bez żadnych uszczerbków!- Hana zaczęła robić słodkie oczka do mojego kuzyna, aż zachciało mi się śmiać. - Gdzie Ty w ogóle znalazłeś taką dziewczynę? Zresztą nieważne. Przyprowadzisz ją w sobotę tak na 11 do Saejin? Bardzo proszę, Kaaaiiii. Obiecuję zostawić Twojego brata przez jakiś czas w spokoju.
- A bo mnie akurat Xiumina szkoda. Przyprowadzę ją. Cieszę się, że już się dogadujecie. A teraz wybaczcie zaraz mam zajęcia ze starym Lee... Nienawidzę wuefu z nim.. Narazie! Trzymaj się noona! - i na odchodne cmoknął mnie w policzek. Uduszę... zabiję.
- Policzymy się w domu smarkaczu...
- Mieszkacie już razem? Wow.
No i tak przepadłam w tłumaczeniach, nie było sensu tłumaczyć, ze to tylko mój kuzyn i tak nikt mi nie wierzył.
A najśmieszniejsze jest to, że właśnie tego dnia poczułam pierwszy raz jak to jest mieć znajomych. Tak zaczęła się moja przygoda w Seulu...